macierzyństwo nie mów mi, że to koniec

Nie mów mi, że to koniec. Z wszelkimi przyjemnościami, rozrywkami, życiem towarzyskim czy myśleniem o sobie. Że teraz trzeba o sobie zapomnieć, oddać się pielęgnowaniu domowego ogniska, zrezygnować z różnych planów i całkowicie skupić się na tym Małym Człowieku. I że przede wszystkim należy wybić sobie z głowy coś takiego jak czas wolny. Przecież teraz w ogóle go nie będzie, a chwila dla siebie stanie się czymś abstrakcyjnym. Jeśli masz mi tak mówić, to może lepiej w ogóle nie rozmawiajmy.

Pojawienie się dziecka zmienia w życiu wszystko – to prawda. Każde dziecko jest inne, każdy ma inną sytuację i jak drastyczne będą to zmiany, to się okaże dopiero po porodzie. Jedno dziecko wymaga więcej uwagi, inne mniej. Jedne mamy mogą liczyć na wsparcie babć albo kogoś innego, inne nie. Jedni ojcowie wracają z pracy i zajmują się dzieckiem, inni wracają jak już ono śpi albo tylko na weekend. Jedne maluchy są zdrowe, inne nie i to ma ogromne znaczenie. Historie są różne, każda z nas może mieć inną sytuację i ja to rozumiem. Ale nie lubię tego gadania, że pojawienie się dziecka sprawi, że wszystko będzie kręcić się już tylko wokół niego, masz zapomnieć o sobie i teraz zająć się tylko nim. Ja tam lubię o sobie pamiętać. Adekwatnie do możliwości, jakie daje mi teraz codzienność.

Łatwo nie jest

Jasne, na początku faktycznie jest się całkowicie pochłoniętym tym Małym Człowiekiem. Umycie włosów, czy wyskoczenie z piżamy przed południem może być wyzwaniem, nie wspomnę już nawet o wypiciu ciepłej kawy. Trudno też myśleć o czymś sensownym, gdy nie spało się pół nocy. I jeszcze priorytety, które przecież całkowicie się zmieniają. Człowiek cieszy się z samotnego wyjścia do biedry, siedzi dłużej w aucie na parkingu i rozkoszuje się ciszą, nie w głowie mu kino, teatr czy szaleństwo na imprezie. To prawda, że priorytety się zmieniają, chwila dla siebie może być wyzwaniem, a codzienność jest na tyle zmienna i hardkorowa, że czasami brakuje sił na zrobienie czegokolwiek. Ale być może właśnie wtedy, kiedy zmęczenie i frustracja dają o sobie znać, trzeba też trochę pomyśleć o sobie (pisałam o tym tutaj).

Wyobrażasz sobie jednak funkcjonować w ten sposób do czasu, aż dziecko skończy 18 lat? Albo chociaż 10? 7? Może 5? Ja nie. Pocieszające jest to, że niektóre trudne etapy w życiu twoim i dziecka mijają. Jasne, pojawią się inne, też wymagające (albo urodzi się kolejny potomek i zaś wszystko od nowa :D). Dziecko rośnie, staje się bardziej samodzielne, codzienność się zmienia. Może się okazać, że to, co na początku wydawało się niemożliwe, teraz da się zrobić. Z myśleniem o sobie samej włącznie.

To nie koniec świata

Czy naprawdę trzeba postrzegać rodzicielstwo jako pasmo ograniczeń i samych wyrzeczeń? Zamiast myśleć o tym, czego nie mogę teraz zrobić, bo mam małe dziecko, wolę skoncentrować się na tym, co się da, pomimo tego, że to dziecko mam. Może pewne plany trzeba będzie zmodyfikować, przesunąć, dopasować do nowej rzeczywistości, ale może niekoniecznie trzeba będzie je całkowicie pogrzebać? A nawet jeśli je porzucę, może zrobi się miejsce na coś nowego? I może jednak da się zorganizować jakoś opiekę dla dziecka, aby raz na jakiś czas wyskoczyć gdzieś z partnerem czy przyjaciółką i po prostu dobrze się zabawić? Albo najzwyczajniej spędzić czas tylko ze sobą?

Zamiast słuchać biadolenia o tym, że trzeba się poświęcić, szukam wokół przykładów na to, że da się być mamą i równocześnie nie zagubić gdzieś samej siebie. Z podziwem obserwuję, jak znajoma mama dwójki dzieci rozwija swoje studio treningów personalnych, a inna pakuje do auta dwa psy i małego syna i przemierza górskie szlaki, tak jak to robiła wcześniej. Z przyjemnością słucham o tym, jak koleżanka prowadzi warsztaty dla młodzieży z niemowlakiem przy piersi i nikomu to nie przeszkadza. Myślę sobie, jakie to fajne, że kumpela regularnie spotyka się z inną w kawiarni i jest to dla nich stały punkt tygodnia, choć obie mają małe dzieci. Pewnie żadnej z tych kobiet na co dzień nie jest łatwo, pewnie każda jest zmęczona, ale to, że znajdują czas na realizację tego, co daje im satysfakcję, jest dla mnie bardzo motywujące. Wolę czerpać z takich przykładów, słuchać i rozmawiać o tym, co w robieniu tego wszystkiego pomaga, a co nie, zamiast widzieć w swoim dziecku blokadę do realizowania siebie.

Tym bardziej, że dziecko może być motorem do działania. Rodzicielstwo może być szansą na rozwój w różnych obszarach. To kwestia indywidualna, własnych chęci i własnych potrzeb. Nie zawsze jest kolorowo i są dni, w których nic się nie da, a jedyne, czego się pragnie, to święty spokój. To chyba całkiem normalne i bardzo realne. Nie każda kobieta musi mieć też potrzebę robienia czegoś dla siebie samej, a dla niektórych najbardziej satysfakcjonujące może być właśnie realizowanie się w roli mamy. Jeśli jednak tak nie jest i czujesz, że chcesz czegoś jeszcze, to szukaj rozwiązań, zamiast skupiać się na tym, czego się nie da i co się skończyło. W końcu przecież każdy koniec to jakiś początek 🙂

Przeczytaj jeszcze:

To nie „kwestia organizacji”, czyli mój sposób na ogarnianie

1 thought on “Nie mów mi, że to koniec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *