Tej kobiety nie trzeba nikomu przedstawiać. Mama trzech dziewczynek, autorka książek, a przede wszystkim bloga „Nieperfekcyjna mama” to kolejna bohaterka naszego cyklu „Co za matka!”. Sprawdźcie, co Anna Dydzik opowiedziała nam o swoim macierzyństwie.

Co Ci się podoba w macierzyństwie? Co daje Ci najwięcej frajdy?

Obserwowanie jak zmieniają i rozwijają się moje córki. Macierzyństwo na samym początku nieźle mnie przeczołgało. Pierwsze tygodnie z maleństwem w domu wspominam jako najgorszy okres w moim życiu. Potrząsnął mną porządny baby blues. Czułam się zaniedbana i kompletnie nie potrafiłam sobie poradzić z karmieniem piersią, co powodowało, że dodatkowo czułam się totalnie złą matką. To wszystko pozostało wspomnieniem. Dziś mam już troje dzieci, trzy fantastyczne córki. Jestem dumna z nich i z siebie. Największą frajdę mam z tego, że potrafię się totalnie wyluzować i być z nimi na sto procent. To one powodują, że nie mam sił, a jednocześnie dla nich jestem w stanie góry przenosić. Cieszy mnie, kiedy możemy razem uczyć się świata, kiedy ja mogę im ten świat pokazywać. Każdy kolejny etap ich życia to nowa przygoda. Nie ma nudy i to jest najfajniejsze.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w macierzyństwie?

Chyba właśnie uświadomienie sobie, że nie muszę być perfekcyjna we wszystkim, żeby być dobrą mamą. Poradniki tak lekko pisały o macierzyństwie, a ja czułam, że wcale nie jest tak łatwo. Bo w tych wszystkich książkach nie było emocji, a ja najbardziej potrzebowałam informacji, jak poradzić sobie z własną głową i myślami. Największym wyzwaniem było pozbycie się poczucia, że nie muszę być „książkową mamą”, że mogę inaczej, po swojemu, słuchając intuicji. To była trudna lekcja, ale bardzo potrzebna, bo wszystkie te doświadczenia przeniosłam do życia codziennego, nie tylko macierzyńskiego. Nauczyłam się wstawać z kolan. Wiesz, kiedy rodzi się dziecko to naturalne, że chcesz być najlepszą mamą na świecie i chciałabyś, aby wszystko było idealnie. Na szczęście nie musi, może być nieperfekcyjnie, ale fajnie.

Co Ci najbardziej pomaga w ogarnianiu macierzyństwa i innych aktywności?

Moja pasja – blogowanie. Napędza mnie to każdego dnia. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zajmować się jedynie wychowywaniem dzieci i domowymi obowiązkami. Czuję, że bardzo potrzebuję mieć taką przestrzeń tylko dla siebie. Każdy dzień zaczynam od swojej pracy i pisania, a swoje czytelniczki namawiam do tego, żeby znalazły swoją własną pasję. To jest jak porządny kop w tyłek na rozpęd. Kiedy robisz to, co lubisz, zaczyna cię cieszyć wszystko wkoło. Szczęśliwa mama to naprawdę szczęśliwe dziecko, a spełniona mama przenosi tę swoją frajdę na dzieci. To mi pomaga zrozumieć, że dzieci nie powinny być całym światem dla rodziców, bo one kiedyś dorosną i będą żyły swoim życiem, a taką pustkę często trudno czymś zastąpić.

Co chciałabyś, aby wiedziały inne kobiety, jeszcze zanim zostaną mamami? Jaką miałabyś dla nich radę?

Najważniejszy jest chyba moment, kiedy decydują się na dziecko. Chciałabym, żeby wiedziały, że nie muszą zachodzić w ciążę, bo to kolejny etap związku. Żeby nie dały się naciskom ze strony rodziny i znajomych. To, że według nich „już czas”, wcale nie oznacza, że mają rację. Z perspektywy czasu wiem, że wcale nie byłam gotowa na pierwsze dziecko w tamtym momencie. Na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni moment.

No i moja dewiza życiowa, że perfekcja niszczy radość. Kiedy staramy się być idealnymi mamami, tak bardzo się na tym skupiamy, że gubimy radość z macierzyństwa. Naprawdę można wyluzować, czasem machnąć ręką, uśmiechnąć się do siebie i uznać, że jutro będzie lepszy dzień. Dla swoich dzieci zawsze będziesz perfekcyjna, bez względu na to, jak urodzisz, albo jak długo będziesz karmić piersią. Nie czytaj tysiąca poradników w ciąży. Można się wspomagać książkami, ale czytaj tylko to, co ci potrzebne w danym momencie. I nie bierz wszystkiego na serio, czasem odstępstwo od tak zwanej normy to konieczność.

Kobiety, które Cię inspirują, to…

Moja babcia, która zmarła trzy lata temu. Była jedną z najbliższych mi kobiet w życiu. Pokazała mi, że wszystko można w życiu przejść z podniesioną głową. Zachorowała na raka piersi w wieku 39 lat. Przeszła koszmarne leczenie. Bardzo szybko zmarł mój dziadek. Z dnia na dzień po prostu go nie było. Poradziła sobie ze wszystkim, a w dodatku zawsze potrafiła cieszyć się zwykłymi momentami: zbieraniem jagód i grzybów, kawą z koleżanką, wycieczką czy ugotowaniem zupy swoim wnuczkom. Uwielbiałam ją i jej podejście do życia. Dużo rozmawiałyśmy. To ona pomagała mi, gdy urodziły się bliźniaczki. Czasem, gdy nie wiem co robić albo jest mi bardzo źle, jadę po prostu na cmentarz… Imponowało mi to, że kiedy inni, dużo młodsi od niej, pytali, czym się właściwie zajmuję w tym internecie, ona nie starała się tego zrozumieć – po prostu mi kibicowała. Kiedy inni nie traktowali poważnie mojego blogowania, ona wycinała z gazety wszystkie artykuły o mnie. Takiego wsparcia dziś potrzebujemy.

Co dobrego ostatnio zobaczyłaś, przeczytałaś albo doświadczyłaś i możesz polecić innym?

„Powrót z Bambuko” – najnowszą książkę Kasi Nosowskiej. Chociaż dawno wyzbyłam się poczucia, że muszę wszystkim się podobać i opinie innych mam gdzieś, to jednak ta książka przypomina, że można żyć po swojemu. Wspaniale się ją czyta, daje nadzieję i odziera ze złudzeń to wszystko, co wydaje nam się perfekcyjne.

I nie mogę nie wspomnieć o swojej książce „Nieperfekcyjny Zbiór Ratunkowy” – polecam każdej mamie, która chce oderwać się od szarej rzeczywistości i po prostu się pośmiać. To zbiór krótkich tekstów na temat życia, macierzyństwa i związku. Myślę, że każda z nas potrzebuje czasem przeczytać, że inne kobiety zmagają się z takimi samymi problemami na co dzień i można o tym napisać żartobliwie.


„Co za matka!” to cykl, w którym prezentujemy inspirujące kobiety, które pokazują, że macierzyństwo to nie koniec świata. Znasz taką mamę? Daj nam znać! Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na nasz newsletter. Bądźmy w kontakcie!

Zapisz się




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *