Jak znaleźć czas na czytanie na urlopie macierzyńskim?

Tyle osób zapewniało, że na macierzyńskim to już koniec życia, czasu dla siebie, a o książkach to już w ogóle zapomnij! Tymczasem z moich ustaleń wynika, że na urlopie macierzyńskim przeczytałam 24 książki, co uznaję za całkiem niezły wynik. Co mi w tym pomogło? Sprawdź, jak znaleźć czas na czytanie na urlopie macierzyńskim.

„Czytać zdecydowanie się da i to sporo, jeśli się chce” – napisała na naszym profilu na FB Ania. I to w zasadzie tyle na ten temat, można by go zamknąć tym zdaniem. Wydaje mi się, że jeśli ktoś faktycznie dotychczas lubił czytać i nie wyobrażał sobie, aby tego nie robić, to tak łatwo tej pasji nie porzuci i wygospodaruje jakąś chwilę na zerknięcie do lektury. Ale też nie zawsze wszystko jest takie proste i z czytaniem, jak z wieloma innymi sprawami na urlopie macierzyńskim, bywa różnie i wiele zależy od naszej indywidualnej sytuacji. Przede wszystkim od samego dziecka – na ile jest absorbujące, od tego, ile tych dzieci mamy, a także w dużej mierze od wsparcia otoczenia czy też jego braku. I od nas samych – podejścia, samopoczucia, priorytetów. Dlatego nie będę się wymądrzać i udzielać jakichś rad, a bardziej podzielę się tym, jak to wyglądało u mnie. Być może coś sobie z tego weźmiesz i wypróbujesz u siebie.

To lecimy.

Spacer

Są takie dzieci, które na spacerach po prostu śpią. Są takie, które śpią, ale jakakolwiek próba zatrzymania wózka wiąże się z automatycznym przerwaniem drzemki. I są też takie, które w ogóle nie mają zamiaru zasypiać na dworze, za to lubią głośno oznajmiać całemu otoczeniu, że oto właśnie korzystają z uroków spaceru. Wiadomo, najłatwiej czytać, gdy ma się dziecko z pierwszej grupy, a najtrudniej – z ostatniej. Moje należało do tej drugiej, dlatego czytaniu na ławce w parku albo w kawiarni zawsze towarzyszyło bujanie wózka. Na ogół działało. Niektórzy (jak mój mąż) wybierają mniej uczęszczane trasy czy alejki w parku (tak, aby na nikogo przypadkowo nie wpaść) i po prostu pchają wózek i równocześnie czytają. Przy tej opcji ponoć nieźle sprawdza się czytnik. Tak czy inaczej, jak wychodzisz z dzieckiem na dwór, wrzuć do torby książkę. Noś ją przy sobie i czytaj, gdy tylko nadarzy się okazja, bo tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, kiedy maluch zaskoczy nas niespodzianką w postaci drzemki.

Poza tym całkiem niezłym rozwiązaniem są też audiobooki. Ja za nimi nie przepadam, ale wiele mam korzysta na spacerach i poleca.

Karmienie

Warto mieć książkę w zasięgu ręki podczas karmienia. Na początku jest z tym najłatwiej, bo na ogół karmi się długo i często. Później staje się to trudniejsze, bo dziecko może starać się przełożyć stronę w książce, wymachiwać stopą przed twoją głową albo próbować włożyć ci palec do oka, co – umówmy się – trochę jednak utrudnia czytanie. Bywa jednak, że maluch przy karmieniu zaśnie, a próba odłożenia go wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, że się wybudzi. Idealna sytuacja, jeśli chodzi o czytanie! Reszta świata poczeka.

Priorytety  

Wychodzę z założenia, że jestem w stanie w jakiś sposób ogarnąć siebie, dom i obiad przy dziecku (na ogół trwa to trzy razy dłużej, każda czynność jest milion razy przerywana, gdzieś między obieraniem ziemniaków a tłuczeniem kotleta występuje karmienie na żądanie, a odkurzacz traktowany jest jako świetny pchacz, na którym w dodatku można się jeszcze przejechać), natomiast nie potrafię przy nim zajrzeć do książki i się na niej skupić. Dlatego zabieram się za czytanie, gdy dziecko śpi. Nie rzucam się wtedy w wir domowych zajęć – to czas dla mnie. Odkładam śpiące dziecko, robię kawę, siadam na kanapie i czytam. To moja namiastka powrotu do siebie, przyjemności, relaksu i uspokojenia emocji. No po prostu luksus. Regularne, dłuższe drzemki zaczęły się u nas pojawiać dopiero w ósmym miesiącu życia Olka i ten okres zapoczątkował piękny czas nadrabiania zaległości książkowych.

Odpuszczanie

Umiejętność odpuszczania weszła mi w krew właśnie na urlopie macierzyńskim ;). Chyba nawet trochę wyleczyłam się z perfekcjonizmu. Pomocny okazał się w tym mąż, który wychodzi z założenia, że lepiej, abym zrobiła coś dla siebie, niż dbała o lśniącą czystość naszego domu. A zatem odpuszczam. Wieczorami, gdy dziecko zaśnie, nie prasuję ubrań, bo nie lubię i uważam to za stratę czasu. Nie ogarniam wtedy chaty i nie szykuję obiadu na dwa dni. Nie ćwiczę z Anią L. czy z Ewą Ch., bo jestem leniwa ;). Kładę się na kanapie i czytam. Czasami po całym dniu starczy sił na dociągnięcie do końca strony i odpływam, czasami dobiję przynajmniej do końca rozdziału. Zawsze coś. Przyjaciółka uświadomiła mi niedawno, że już 15 minut czytania dziennie daje 5475 minut w ciągu roku, czyli ponad 91 godzin (pisze o tym tutaj). To całkiem sporo czasu! Może więc warto się zastanowić, co można sobie śmiało odpuścić. Jeżeli nie codziennie, to przynajmniej kilka razy w tygodniu. Coś się na pewno znajdzie.

Czas dla siebie

O ile nie jesteś mamą samotnie wychowującą dziecko, najprawdopodobniej masz przy sobie partnera, męża czy kogokolwiek innego bliskiego, kto może zająć się dzieckiem, choćby to miała być nawet jedna godzina w ciągu tygodnia czy pół godziny w ciągu dnia. Fajnie jest też spędzać czas razem, całą rodziną, ale fajnie jest też wtedy, gdy partner zabiera dziecko na dwór, a ty masz godzinę czy dwie tylko dla siebie. Albo gdy zostawiasz wszystkich w domu i sama gdzieś wychodzisz. U nas się to sprawdza i działa w obie strony – i u mnie, i u męża. Wykorzystuję ten czas m.in. na czytanie.

Sprawdź jeszcze: Nie chcę, aby mąż mi pomagał

Lista

Już przed macierzyńskim miałam swoją listę książek, które chciałam przeczytać i uznałam, że najlepiej zająć się nią właśnie na urlopie, bo nigdy więcej nie będę miała… tyle luzu, aby to zrobić. Za chwilę wracam do pracy, więc czasu będzie jeszcze mniej. Będzie nowy rytm dnia, dojdą inne obowiązki i zadania. Paradoksalnie wyszłam więc z założenia, że najlepszy czas na czytanie jest TERAZ, na macierzyńskim i więcej się on nie powtórzy ;). Warto wybrać świadomie te książki, na których nam zależy, a wtedy nie będziesz mogła się doczekać, aż znajdzie się chwila, by do nich zajrzeć.

Balans

Jakby jednak nie spojrzeć, matki czytają całkiem sporo. Wątki na grupach i w różnorodnych dyskusjach, artykuły, gazety, teksty na blogach… I spoko. Gdzieś między to wszystko wystarczy tylko włożyć książkę. Choćby na te wspomniane wyżej 15 minut. Tak dla czytelniczej równowagi.

Pożeracze z umiarem

Są takie momenty (heh, wcale nie tak rzadko ;)), kiedy ma się dość i nic się nie chce. Ja też bezsensownie i beztrosko trwonię czas na przeglądanie fejsa czy instagrama, bo już na nic więcej sił mi nie starcza. Mam wtedy świadomość beznadziejnie traconego czasu, no ale trudno. Gorzej, gdy te pożeracze zajmują każdą wolną chwilę. A już najgorzej, gdy dziecko się zdrzemnie, a ty „na moment” zajrzysz na FB i tak mija godzina, dziecię budzi się radosne i pełne energii i tyle masz ze swojej wolnej chwili. Trochę jej wtedy szkoda. Przynajmniej mnie.

Skupienie

Niektóre mamy narzekają, że nawet jak już znajdą czas na książkę, to nijak nie mogą się na niej skupić, bo wiecznie coś zaprząta im głowę. Mój najprostszy na to sposób to spisywanie na jednej kartce tego, co mam do zrobienia, kupienia czy do załatwienia. Jeszcze prościej, jak się prowadzi takie zapiski w telefonie, bo wtedy od ręki można uzupełnić listę. Mnie to pomaga, trochę odciąża głowę, pozwala zaplanować jakoś dzień i skupić się na tym, co aktualnie robię.

A jakie są twoje doświadczenia w tym temacie? Jakie są twoje sposoby, by znaleźć czas na książkę? Daj znać, może to komuś pomoże ;).

A więcej o czasie dla siebie pisałyśmy również tutaj:

Matka ma wychodne. Serio? Zrób sobie Dzień Kobiet nie tylko 8 marca

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *