wyprawkowe hity i kity

Mój syn ma 2,5 roku. Mówi, biega, je wszystko, śpi w nocy. Ale całkiem niedawno (przysięgam, on w zasadzie przed chwilą się urodził!) był płaczącym i śmiejącym się na przemian (to mu zostało, tylko przyczyny są inne) niemowlaczkiem, z którym funkcjonowania musiałam się nauczyć. W tym niełatwym, ale fascynującym okresie pomogło mi kilka przedmiotów. Co z mojej wyprawkowej listy sprawdziło się najbardziej, a co było totalną pomyłką? Wyprawkowe hity i kity Agaty.

Gniazdko niemowlęce

Kiedy przyszło do mnie jeszcze w ciąży, wiedziałam, że jest piękne, szare, bawełniane i takie instagramowe, ale wcale nie byłam pewna, czy będzie przydatne. Było. Od samego początku Kuba w nim spał. Wkładałam je do łóżeczka, potem do dużego łóżka. Zabierałam w podróż, jeśli chciałam go uśpić, czasem kładłam na dywanie, żeby maluch się pobawił. I miałam jeszcze jeden trik: usypiałam w nim często Kubę, dzięki czemu, jeśli go chciałam później odłożyć, nie odczuwał tego „odklejenia” jak w przypadku noszenia na rękach. Zresztą, do tej pory Kuba lubi się w nim kłaść.

czy warto kupić gniazdko niemowlęce

Szumiś

Słyszałam różne opinie na temat przydatności szumiących misiów i wiem, że na jedne dzieci działają, na inne zupełnie nie, dlatego zakładanie w czasie ciąży, że to niezbędnik wyprawki jest trochę ryzykowne dla portfela. Ja miałam to szczęście, że Kuba dostał szumisia w prezencie na święta (wszyscy myśleli, że już się wtedy urodzi, a tu psikus) i… okazał się hitem. Ale nie od razu. Dopiero po około 2-3 tygodniach zauważyliśmy, że faktycznie pomaga nam uśpić syna. I tak zostało do dziś. Kuba wieczorem domaga się jego włączenia. A jeśli szumiś nie jedzie z nami (np. do babci), używam aplikacji w telefonie (ale bardzo tego nie lubię, bo rozładowuje telefon w ciągu 2 godzin) lub uwaga: zegarka z radiem, ustawionym pomiędzy stacjami – szum idealny.

Dla mnie HIT. Ale polecam najpierw sprawdzić właśnie apkę na telefonie lub jakiś inny szum i dopiero, gdy uznamy, że to pomocne, kupić szumisia (jest on po prostu drogi).

szumiś czy warto kupić

Otulacz

O sile otulania przekonałam się już w szpitalu. Mój krzykacz uspokajał się dopiero, gdy był mocno ściśnięty. Położnym owijanie szło równie szybko i sprawnie jakby pracowały w fabryce czekolady zwijając sreberka (to komplement!), mnie zdecydowanie gorzej. Ale, po kilku tygodniach doszłam do takiej wprawy, że spokojnie mogłabym zatrudnić się na oddziale i zawodowo otulać noworodki razem z nimi ;). Pomógł mi w tym miękki, bambusowy i co ważne – wielki – otulacz. Był to jedyny sposób (oprócz noszenia), żeby mały spał nieco dłużej (choć generalnie spał mało – pisałam kiedyś o tym). Nasz otulacz wyglądał jak wielka pielucha tetrowa (był bambusowy) i oprócz otulenia, służył potem jako kocyk (latem), prześcieradło i pokrowiec do wózka w gorące dni – był bardzo przewiewny. Dla mnie HIT, ale wiem, że niektóre dzieci nie znoszą ciasno ściśniętych rączek.

otulacz dla niemowlaka

Nosidło/chusta

Z chustonoszeniem nam się nie udało, ale w okolicach pół roku wskoczyliśmy do miękkiego nosidła i zarówno Kuba, jak i ja, zakochaliśmy się w takim noszeniu od razu. Prezes był zadowolony, bo był blisko mnie i wysoko, więc dużo więcej widział, a ja w końcu zwolniłam ręce i mogłam coś zrobić (np. poodkurzać, wziąć do ręki małe zakupy). Był okres, w którym wózek poszedł w odstawkę (nawet na spacerach nie chciał już w nim siedzieć) i czas, w którym Kuba zasypiał tylko noszony w nosidle. Bardzo intensywnie eksploatowaliśmy Fidellę do około 1,5 roku. Polecam!

nosidło jakie najlepsze

Łóżeczko

Obstawiam, że na pytanie o jedną z najważniejszych rzeczy z wyprawkowej listy, 95 procent osób odpowiada: łóżeczko. Szczerze? Łóżeczko zamontowaliśmy dopiero, gdy Kuba miał pół roku 😀 . Do tego czasu korzystaliśmy z gniazdka zabezpieczonego na dużym łóżku. I przez kolejne kilkanaście miesięcy aż do teraz, Kuba spał w nim jakieś 10 razy (zwykle w ciągu dnia albo wieczorem tuż po zaśnięciu). Ani się tym nie chwalę, ani nie narzekam. To, że śpi z nami (a często tylko ze mną, gdy mąż chce się wyspać), było świadomym wyborem, podyktowanym… wygodą. Karmiłam piersią przez 19 miesięcy i wstawanie za każdym razem do łóżeczka mnie nie satysfakcjonowało. Dlatego stwierdzam, że niemowlę bez łóżeczka przeżyje.

Wózek

Na ten temat można by napisać książkę. Dla jednych ważny jest kolor, dla drugich marka, dla innych funkcjonalność. I na samym początku poszukiwań wózka warto zadać sobie jedno, zaje*** ważne pytanie: co z tym wózkiem zamierzasz robić i do czego będzie Ci potrzebny? Bo jeśli szukasz super fury, którą zamierzasz się lansować po osiedlu i wnerwiać inne matki, szukaj na profilach celebrytek. One na pewno coś doradzą :D. Ale tak poważnie, ja swojego wózka nie wybierałam. Wózek wybrał mnie sam. I to jeszcze wtedy, gdy nie planowałam dziecka! Mój brat z dziewczyną przywieźli wózek po swoim synu, tak na przyszłość. A przyszłość nastąpiła nadzwyczaj szybko :P.

Oczywiście mogliśmy zainwestować w nowy sprzęt (wiem, że niektórzy nie uznają używanych rzeczy), ale ten był na tyle dobry i spełniający nasze potrzeby, że byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto. Chodziło nam przede wszystkim o to, żeby zmieścił się po złożeniu do auta (zajmował naprawdę mało miejsca) i żeby był na tyle lekki, że będę mogła wnieść go samodzielnie (chcąc wyjść na spacer, w czasie gdy T. jest w pracy) po dosyć stromych, metalowych schodach na poddasze, na którym mieszkamy. I obydwie te funkcje posiadał. A do tego fajnie wyglądał ;). Kuba dalej z niego korzysta (była wersja z gondolą i kubełkiem), choć raczej już sporadycznie, bo jest już za dużym facetem (teraz jeździ przecież beemwu lub miercedesem).

Ubrania

Mam to szczęście, że moje rodzeństwo ma dzieci. Jeszcze większym fartem jest to, że wszyscy są chłopakami (moja mama wciąż liczy na jakąś wnuczkę!). Dlatego zapas ubrań dla Kuby mam zapewniony przynajmniej do 10 roku życia ;). Mimo że kupiłam tak naprawdę tylko kilka nowych ubrań (to był taki bardziej symboliczny gest niż realna potrzeba ;P), widziałam w jakim tempie syn z nich wyrastał. Tym bardziej doceniam fakt, że nie musiałam za nie płacić, tylko wystarczyło „wyjąć je z kartonu” i wyprać (mam tak do tej pory: o, Kuba wyrósł z ubrań, chyba muszę iść na strych po torbę zatytułowaną „2-3 lata”).

Mam jednak wśród znajomych osoby, które takich paczek nie otrzymały, bo w rodzinie nie ma małych dzieci i musiały skompletować garderobę samodzielnie. Polecam, zwłaszcza w tym pierwszym okresie, kupować ubrania wygodne, miękkie i takie na co dzień, a jeansy i sweterki (które kosztują często więcej niż te dla dorosłych) zostawić na późniejszy czas, bo może się okazać, że po jednym/dwóch „niedzielnych” założeniach, w następnym tygodniu są… za małe!

Czego nie kupiłam, a przydałoby mi się

Odkurzacz ręczny, którym mogłabym na bieżąco ogarniać bałagan, bez konieczności wyciągania dużego sprzętu. Wspominała kiedyś o nim Asia, nasza stała czytelniczka i właśnie wtedy odczułam jego brak 😀 .

Czego nie kupiłam i przeżyłam

Laktator

Pożyczyłam od znajomej testowo do szpitala, używałam go przez tydzień, gdy miałam nawał pokarmu i na tym zakończyła się moja przygoda z odciąganiem mleka. Choć laktator leżał jeszcze przez kilka miesięcy, nie miałam potrzeby, żeby go wyciągnąć znowu. Ale wiem, że Marta korzystała z laktatora dużo dłużej i intensywniej, m.in. dlatego, że oddawała swoje mleko do Banku Mleka (przeczytaj koniecznie, niesamowita historia niesamowitej kobiety!). Właśnie dlatego polecam przetestowanie czegoś i dopiero podjęcie decyzji o zakupie.

Butelki, podgrzewacze i inne gadżety

Byłam tak zdeterminowana i przekonana o tym, że będę karmić piersią, że w ogóle nie pomyślałam o kupnie butelki czy podgrzewacza. Pierwszą butelkę kupiłam w okolicach 1,5 roku Kuby, gdy próbowałam go odstawić od piersi, ale do tej pory stoi w szafce nieużywana.

Co ze smoczkiem?

O tym, że moje dziecko nie będzie miało smoczka również byłam przekonana, ale w momencie, gdy krzyczało na cały oddział przez dwie noce, budząc inne dzieci i zostało okrzyknięte „terrorystą”, zeszłam zdruzgotana do sklepiku w szpitalu i kupiłam „samo zło” ;). Jak podsumowała położna: najważniejszy jest spokój i równowaga młodej mamy. I faktycznie, tak zadziałał smoczek. Nie myślcie, że uważam, że smoczek jest dobry, bo do tej pory nie potrafimy się go pozbyć i trochę nam to ciąży. I wcale Was nie zachęcam do wciskania go maluchowi. Ale daleka jestem od oceniania innych rodziców jako złych, leniwych czy nieodpowiedzialnych, tylko dlatego, że dali dziecku smoczek.

I właśnie tym chciałam zakończyć. Pamiętajcie – to, co sprawdziło się u Waszych znajomych, wcale nie musi zdać egzaminu u Was. I odwrotnie. Według mnie, najważniejszy we wszystkich sprawach związanych nie tylko z wyprawką, ale i z ogólnym podejściem do macierzyństwa/rodzicielstwa jest… zdrowy rozsądek i umiar. Aha. I jeszcze jedno – w gąszczu tych wszystkich rzeczy dla dziecka, nie zapominajcie o sobie. Szukajcie rozwiązań, które Wam ułatwią życie i sprawią frajdę oraz przypomną o tym, że jesteście wciąż kobietami, a nie „tylko” matkami.

Agata


Sprawdźcie też:

Wyprawka dla noworodka – co przydatne, co zbędne + lista do pobrania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *