Jak wychowywać chłopców z dala od stereotypów? (wywiad)

Kiedy płacze, słyszy, że jest babą. Gdy ma bliską relację z mamą –  jest mamisynkiem, nawet jeśli ma zaledwie kilka miesięcy. Gdy pociesza i przytula innego chłopaka, najprawdopodobniej ma zadatki na geja. Ma być silny, odważny, ma rywalizować, nigdy się nie poddawać i nie okazywać emocji, a przede wszystkim ma zachowywać się jak prawdziwy mężczyzna. Ale co to właściwie znaczy? 

O stereotypach na temat chłopców i o tym, jak wychowywać ich z dala od tych utartych haseł rozmawiamy z Karoliną Banasiak-Pisz – wiceprezeską Fundacji Laboratorium Zmiany, trenerką umiejętności społecznych, działaczką antydyskryminacyjną, mamą siedmioletniej Natalii i czteroletniego Piotrka. Karolina opowiedziała nam o swoich doświadczeniach związanych z wychowywaniem syna i córki.

Ostatnio coraz więcej mówi się o wychowaniu dziewczynek i o stereotypach, które im się wpaja od małego. Z kolei jeżeli chodzi o chłopców…

Jest cisza. Obecnie jest bardzo dużo inicjatyw dla dziewczynek, natomiast chłopcy są pozostawieni sami sobie. Co z tego, że będziemy równościowo wychowywać dziewczynki, skoro nie będziemy równościowo wychowywać chłopaków? Ta dysproporcja sprawia, że dziewczyny nie mogą się rozwinąć tak, jakby mogły, gdyby było więcej działań kierowanych do chłopców i powoduje niezrozumienie. W dodatku nadal uważa się, że chłopcy powinni być tacy i tacy…

No właśnie, jacy?

Nie mogą być po prostu sobą. Społeczeństwo stawia dziewczynom wysokie wymagania, ale w przypadku chłopaków jest tak samo, tyle że te oczekiwania są inne.

Jakie?

Najczęściej spotykam się z wymaganiami dotyczącymi emocji i uczuć. Piotrek ma cztery lata i od początku był dzieckiem, które domagało się przytulania, całowania, miziania, noszenia. Natalka miała zupełnie inaczej. Jedni chłopcy potrzebują dużo przytulania, inni mniej. Piotrek akurat ukuł sobie słowa: „potrzebuję Cię” albo „muszę Cię”, co oznacza, że w danej chwili potrzebuje bliskości. Zazwyczaj jak coś przeskrobie, np. uderzy mocno siostrę, to zajmuję się wtedy Natalką – przytulam ją i pocieszam. Syn jest wtedy odstawiany na bok i jest tym zrozpaczony. Dookoła ludzie różnie reagują na to, że chłopak okazuje emocje, a ja nie mówię mu „nie płacz”. Dziadek Piotrka twierdzi, że powinnam mu na to zwrócić uwagę, bo przecież „chłopaki nie płaczą”. Jeśli będzie się tak zachowywał, to będzie nazywany miągwą i nie poradzi sobie w życiu. Według dziadka przytulanie Piotrka, gdy tego potrzebuje, może mu zaszkodzić i powinien być uczony, że czasami może mnie przy nim nie być. Natomiast wiem z opowieści różnych osób, że pod moją nieobecność Piotrek wybiera sobie kogoś innego, kto go przytuli, albo radzi sobie bez tego. Razem z mężem akceptujemy uczucia syna i uważam, że to ważne, aby osoby zajmujące się dzieckiem miały wspólny front.

Piotrek też zupełnie inaczej złości się niż Natalia. Dzieje się tak, bo jest inną osobą, a nie dlatego, że on jest chłopakiem, a ona dziewczynką. Jego złość jest bardzo gwałtowna, nagła i skłania do destrukcyjnych zachowań, np. niszczy rzeczy albo chce kogoś uderzyć. Nie tłumimy tej złości, bo złość sama w sobie jest potrzebna. Prosimy go tylko, aby wyrażał ją inaczej, znalazł na nią inny sposób.

W przypadku chłopaków jest też chyba większe przyzwolenie na złość niż u dziewczyn.

Tak, akurat Natalka chowa tę złość, ma odruch jej zduszania. Jak się mocno wkurzy, to idzie energicznym krokiem jak Wonder Woman, trzaska drzwiami, chowa się jakoś w sobie lub przykrywa się kocem i albo tak zostaje, albo wychodzi i z jeszcze większą energią wykrzykuje, co jej nie pasuje. Wolę tę drugą wersję, bo wtedy mogę z nią nawiązać kontakt.

Wróćmy do chłopaków. Społeczeństwo raczej karci chłopaków za okazywanie emocji i często przykleja im łatki – mamisynek, baba, pedał…

Piotrek był długo karmiony piersią i często się tego domagał. W ostatnim okresie karmienia, kiedy już faktycznie nie dawałam rady, potrafił budzić się kilka razy w ciągu nocy. To było 1,5 roku bez snu. Wielokrotnie słyszałam wtedy od mojej mamy, że chłopaki tak mają. A przecież są chłopcy, którzy zachowują się zupełnie inaczej. Tego typu hasła pozbawiają osobowości. Niekoniecznie chłopaki tak mają, akurat mój Piotrek po prostu tego potrzebował.

Ja częściej spotykam się z bardziej krytycznym podejściem do tego, że chłopak chce być tak blisko mamy. Najczęściej, że jest mamisynkiem, który sam sobie w życiu nie poradzi…

Wydaje mi się, że to jest problem pokolenia naszych mam, które szybko odstawiały dzieci od piersi. Moja mówiła, że będę karmić Piotrka do przedszkola i na pewno będziemy tam chodzić razem, abym mogła go nakarmić i przytulić, jak się przewróci. Później usłyszałam, że Piotrek beze mnie zachowuje się zupełnie inaczej. Z  jednej strony to denerwujące, bo czasami też chciałabym mieć tyle spokoju co osoby, które się nim zajmują pod moją nieobecność. Z drugiej – to dla mnie niesamowite wyróżnienie, bo to mnie obdarzył takim zaufaniem, aby sobie „testować” skalę swoich emocji, sprawdzać czego potrzebuje a czego nie, przesuwać granice. Albo przynajmniej tak się pocieszam, że ufa mi na tyle, by to wszystko robić :).

Który ze stereotypów dotyczących chłopców najbardziej cię drażni?

Ruchliwość. Moja córa jest bardzo ruchliwa, jest żywym sreberkiem. Widać to zwłaszcza w momencie, kiedy czytamy. Natalia do 3–4 roku życia nie potrafiła usiedzieć podczas czytania bajek i wszędzie było jej pełno. Z kolei Piotrek już od małego, gdy tylko sięgamy po książki – zamiera, nie rusza się, słucha. Niedawno byłam z dziećmi na basenie i pewna starsza pani zwróciła mi uwagę, że to wyjątkowe jak na chłopaka, że jest taki ostrożny i delikatny. Ja akurat znam wielu chłopaków, którzy tak mają. To jest po prostu jego osobowość – jest spokojny, potrafi się bardzo długo nad czymś skupić, trwać w bezruchu przy oglądaniu bajek, podczas gdy Natalka szaleje. Również zabawy, które wybierają, są inne. Natalia lubi energiczne zabawy i potrzebuje do tego towarzystwa, Piotrek woli zabawy spokojniejsze i bardzo szybko zaczął się bawić sam. Dużo mają też cech wspólnych. Ich wyobraźnia jest totalnie nieograniczona. W podobnym wieku pokochali i porzucili lalki dzidziusie. Ogromnie mnie cieszy, że podczas tych zabaw Piotrek wcielał się w rolę taty, nie mamy. A jak od czasu do czasu przyjdzie mu do głowy pobawić się w przedszkole, to jest w nim panem, nie panią.

Dlaczego Cię to cieszy?

Cieszy mnie, że podczas tych zabaw nie musi wcielać się w kobiecą rolę, aby zajmować się dziećmi. Z kolei jak malujemy paznokcie, to też podbiega, aby mu pomalować. Natomiast chyba dwa razy chciał się przebrać w sukienki i czuł się w nich źle.

Ale z tego, co opowiadasz, raczej nie słyszy, że nie może tego robić, bo to jest tylko dla dziewczynek.

Nie wiem, czy nie słyszy tego w przedszkolu, ale w domu na pewno nie. Nawet jeśli mój mąż jest przeciwny temu, aby chłopaka ubierać w sukienki, to nie mówi tego na głos. Gdy Piotrek był młodszy i do Natalki przychodziły koleżanki i ubierały się w różne rzeczy, to go pytałam, czy też chce się przebrać. Odpowiadał wtedy, że będzie strażakiem albo potworem.

A gdyby chciał?

To byłby przebrany. Ostatnio go zapytałam, czy ma ochotę zapuścić włosy, bo ma bardzo krótkie. Opowiedział, że woli takie jakie ma, bo nie trzeba się czesać. Ale jak Natalka miała fazę na spinki do włosów, to Piotrek też je nosił. On to robi po to, aby to odkryć, tak samo jak Natalka. Córka nie nosi tego, bo jest dziewczynką, tylko po prostu odkrywa, jak się z tym ma. Piotrek robi to samo. Więc niech sobie odkrywa, jest po prostu dzieckiem.

A co, jeśli odkryje, że to jest fajne? Społeczeństwo raczej tego nie akceptuje. Podejrzewam, że wiele osób może mieć takie obawy.

To jedna z rzeczy, która jest społecznie nieakceptowana, tak jak publiczny płacz, pocieszanie kogoś, lakier na paznokciach u chłopaka itd. Tego jest tak wiele, że najfajniej, ale też i chyba najtrudniej jest po prostu mieć to gdzieś. Nie jesteśmy w stanie wychowywać dzieci tak, aby spełniały wszystkie społeczne standardy. To po prostu nierealne. Lepiej sobie odpuścić.

Staram się dawać dzieciom bardzo dużo wolności. Jeśli więc Piotrek chce mieć pomalowane paznokcie, to mu je pomaluję. Miałam chwilę zawahania, czy puścić go tak do przedszkola. Nie chciał zmyć lakieru, więc tak poszedł i nie usłyszałam później, aby ktoś się z niego śmiał. Panie też nie zwróciły mi na to uwagi. Zastanawiam się więc, na ile to jest w naszych głowach, że jest to społecznie nieakceptowane, a na ile faktycznie tak jest.

Mówi się też, że dyskryminacja chłopaków najbardziej ujawnia się w szkole.

To widać już w żłobku. Pamiętam, że jak w żłobku dzieci robiły prace na temat tego, co dostaną pod choinkę, to chłopaki rysowali typowo chłopackie zabawki. A Piotrek dosyć długo się bawił lalkami i bardzo kochał te swoje dzidziusie. Tulił je, woził w wózku, nosił w plecaku. Trochę mu to przeszło jak miał trzy lata. Po pójściu do przedszkola zauważyłam, że w ogóle zaczął unikać lalek. Wypożyczyłam wtedy książkę „Igor i lalki” i zaczęliśmy na ten temat rozmawiać. Nagle Piotrek uznał, że chłopaki nie bawią się lalkami. Pewnie usłyszał to w przedszkolu, bo w domu albo od babć czy dziadków na pewno nie. Ale jak zapytałam, czy lubi się bawić dzidziusiami albo Barbie czy Monster High to potwierdził. Samo słowo „lalka” było dla niego niefajne. Mówił, że chłopaki nie bawią się lalkami, ale dzidziusiami czy Monster High już mogą.

Natomiast jeśli chodzi o zabawki, to pomimo tego, że rodzina zna nasze poglądy, to Piotrek i tak dostaje zawsze zabawki typowo chłopięce, a Natalia – dziewczęce. Na ogół trzeba wszystkim powiedzieć bardzo konkretnie, że Natalka chciałaby dostać np. deskorolkę.

W przypadku dziewczynek jest to chyba też bardziej akceptowane, że bawią się samochodzikami, chodzą po drzewach, są chłopczycami czy łobuziarami. Mówi się wtedy, że sobie poradzą w życiu. I to jest bardziej do przyjęcia niż chłopak, który nie zachowuje się w taki sposób. 

Tak, a już zwłaszcza jeśli dziewczynka ma brata, to jest to uznane za normalne. Przez to, że mam i córkę, i syna mamy w domu cały przekrój zabawek. Nie zmuszam Piotrka do zabawy lalkami. On sobie sam wybiera, co chce. Teraz interesuje się zwierzętami i wybiera bardziej opiekuńcze zabawy. Syn jest bardzo troskliwy i delikatny w stosunku do zwierząt. Nawet jak bawi się zabawkowymi pająkami to przynosi im jedzenie czy buduje różne pomieszczenia. Nie wyobrażam sobie, aby ktoś mu powiedział, że nie powinien tak robić i ma bawić się kolejkami czy klockami.

Jeżeli chodzi o tą opiekuńczość. Wcześniej wspomniałaś, że Piotrek bawi się czasami, że jest panem w przedszkolu. Teraz częściej mówi się dziewczynkom, że mogą robić wszystko i mogą odnosić sukcesy w dziedzinach dotychczas zdominowanych przez mężczyzn. Chłopakom raczej nie mówi się, że mogą robić wszystko to, co dziewczynki.

Często wynika to z obrzydliwej obawy, żeby nie zostali gejami. Albo że żadna baba ich nie zechce.

Na ogół są to też zawody gorzej płatne i o mniejszym prestiżu.

Badania i analizy rynku pracy pokazują, że im więcej mężczyzn pracuje w zawodach zdominowanych przez kobiety, tym wyższe są płace w tych sektorach. Kiedyś w sklepach zazwyczaj były same kasjerki, teraz jest sporo kasjerów i zarobki są wyższe, podobnie jest w przypadku pielęgniarzy i pielęgniarek.

Gdy rozmawiam z Piotrkiem o różnych zawodach to staram się używać żeńskich końcówek i Piotrek stosuje je nawet w zabawie. Ale faktycznie z Natalką o wiele częściej rozmawiam o tym, że dziewczyny mogą wszystko. Piotrek ma cztery latka, więc nie wiem jaka będzie jego droga zawodowa, natomiast mam nadzieję, że będzie miał na tyle otwartą głowę, że będzie szukał różnych możliwości.

Dużo się już nasłuchałaś na temat swojego podejścia do wychowania?

Poza tym, aby syn nie był miągwą i mamisynkiem, to sporo osób zwraca mi uwagę na ulicy, głównie gdy Piotrek płacze. Bardzo wkurzają mnie zwłaszcza teksty, że ktoś go zabierze. W rodzinie też się tak zdarza.

Co najczęściej słyszysz?

Klasyczna sytuacja: Piotrek się przewraca, ma rozbite kolano, biegnie do mnie i tuli się tak długo, ile tego potrzebuje. Od jednego z dziadków słyszę wtedy, że nie powinnam go tyle tulić i musi sobie radzić sam. Mówię wtedy, że moim zdaniem on tego potrzebuje i będę tak robić, aż uzna, że mu wystarczy. Od mojej mamy słyszę czasami, że on jest taki miauczący. Albo że jak coś nie idzie po jego myśli to płacze. Po prostu złości się i płaczem to wyraża. Bardzo zwracam uwagę na to, gdy ktoś ma ochotę nazywać mojego syna miągwą, beksą, płaczusiem czy jakkolwiek inaczej.

Bardzo bym chciała, aby ludzie widzieli w Piotrku jego osobowość. To jest Piotrek i to, jaki on jest wynika z tego, że jest taką osobą, a nie chłopakiem, czy dlatego że wychowuje go taka a nie inna mama.

To jak wychowywać chłopaka z dala od stereotypów?

Dać mu dużo wolności i przyzwolenia na eksperymenty. Pomyśleć sobie, że to mu naprawdę nie zaszkodzi. Albo inaczej – pomyśleć, że on może wiedzieć lepiej, czego potrzebuje do swojego rozwoju, niż ja – rodzic. Jak potrzebuje przytulenia – niech się przytula, jak chce płakać – niech płacze, jak potrzebuje ubrać sukienkę albo pomalować paznokcie – niech to zrobi. Nie zduszajmy tego. Może pomaluje te  paznokcie i uzna, że jednak woli zmyć lakier. Może będzie chciał założyć sukienkę i po chwili ją zdejmie, bo będzie mu niewygodnie. U nas nie raz tak było. Słuchajmy go też uważnie. A w kontakcie z innymi ludźmi, bądźmy zawsze po stronie swojego dziecka. To, że ktoś powie mojemu dziecku, że chłopaki nie płaczą, nie ma znaczenia, bo my uważamy inaczej. To jest tylko opinia tej osoby.

Wydaje mi się, że wielu rodziców może odnieść się niechętnie do wspomnianej propozycji pomalowania paznokci czy założenia sukienki, aby chronić dziecko przed reakcją innych, np. rówieśników w szkole.

Pamiętam, że Piotrek miał jedną bluzkę po Natalce – zwykłą, ciemnoniebieską, ale z takimi bufkami na ramionach. Długo biłam się z myślami, czy pozwolić mu założyć ją do przedszkola. W końcu go tak puściłam i nie usłyszałam żadnego komentarza. Zastanawia mnie, na ile to jest w naszych głowach, że on albo ona usłyszy taki komentarz, a na ile faktycznie tak będzie. A jeśli usłyszy, to chyba warto zwracać na to uwagę w domu i rozmawiać z dziećmi o różnicach między faktami, a opiniami. To, że ktoś uzna, że to bluzka dla dziewczyn, to opinia wyłącznie tej osoby. Oczywiście, czasami może ona zaboleć. Ale to wciąż tylko opinia.

Kiedyś krążyła w Internecie historia pewnego chłopca podróżującego po świecie z mamą, który lubi zakładać sukienki i spódnice. Ktoś zwrócił mu uwagę, że jest taką ładną dziewczynką, a ma takie krótkie włosy. Jego reakcja była konkretna: Nie, jestem chłopakiem i mam spódniczkę. To wszystko. Bardzo bym chciała, żeby mój syn miał takie przekonanie. Jestem chłopakiem i jak chcę, zakładam spódniczkę, bawię się lalkami, opiekuję się zwierzętami albo jestem spokojny, bo to u chłopaków jest uznawane za dziwne. I dzieje się tak, bo wynika to z mojej osobowości, z przyzwyczajeń, z tego co lubię, a czego nie lubię – po prostu z tego, że jestem sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *