po urodzeniu dziecka

Nie wpadłam w euforię po urodzeniu dziecka. Nie poczułam, aby zalała mnie wielka fala oksytocyny, choć pewnie tak było. Nic szczególnego nagle na mnie nie spłynęło. Nie doświadczyłam miłości od pierwszego wejrzenia i nie trafiła mnie strzała Amora, gdy po raz pierwszy przytuliłam syna.

Cieszyłam się, byłam szczęśliwa i wdzięczna, że ten Mały Człowiek – tak zaplanowany i wyczekiwany – już z nami jest. To były pozytywne emocje, ale bez jakiegoś wielkiego WOW, bez fajerwerków. Niby wiedziałam, że tak może być, a jednak mnie to zdziwiło. Kiedy kilka dni po porodzie znajoma zapytała, czy jestem już w swoim synu zakochana do szaleństwa, dla świętego spokoju odpowiedziałam twierdząco, choć wcale jeszcze tego tak nie czułam. Inaczej odpowiedzieć przecież nie wypada. Tak się utarło – matka ma tryskać szczęściem, ma być w euforii i emanować wielką miłością każdą komórką swojego ciała. A przecież nie zawsze tak jest i wcale nie musi to oznaczać nic niepokojącego.

Krótko po porodzie rozmawiałam na ten temat ze swoją położną. Opowiedziałam jej o tym, co czuję, a Ona skomentowała to krótko: to normalne. To po prostu normalne.

Zatem tak sobie żyłam w tej normalności i z każdym dniem coraz lepiej poznawałam tego Małego Człowieka i coraz bardziej byłam w niego wpatrzona. I dzisiaj już wiem na milion procent, że jest świetny, że go uwielbiam i że kocham go najmocniej na świecie. Trudno mi teraz nawet sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.

Ale za to mogę sobie wyobrazić, że mamy prawo czuć po porodzie różne emocje. I że na pewno nikt nie ma prawa nam mówić, jak się wtedy mamy czuć ani to oceniać. Jeżeli te emocje są niepokojące, warto mieć przy sobie kogoś, kto będzie blisko, zaoferuje pomoc, zasugeruje fachowe, psychologiczne wsparcie. Ale bez zakładania z góry, jakie mamy wtedy być, jak się zachowywać, co czuć.

Może byłoby też dobrze, gdybyśmy również same dały sobie przyzwolenie na przeżywanie tych różnych emocji. I aby można było o nich komuś opowiedzieć, podzielić się tym wszystkim, co się z nami dzieje. Porozmawiać o tym z partnerem, bo przecież jego też to wszystko dotyczy, on też przeżywa tę nową sytuację i odczuwa coś do tego dziecka. Warto poczytać też wcześniej o syndromie baby blues czy depresji poporodowej. Tak na zaś, aby wiedzieć, co ma prawo się dziać, a kiedy szukać profesjonalnego wsparcia.

A do tego wszystkiego może warto jeszcze dać sobie po prostu czas.

A jak to wyglądało u Was?

Sprawdź jeszcze:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *