Oho, taki był ładny plan. Zakupy, domowy obiad, spotkanie z przyjaciółmi. Wypad za miasto albo dłuższy wyjazd. Wieczór z mężem, książką, filmem albo wszystko naraz. Nic z tego. Jest hardkorowe, całodniowe wiszenie na mamie, gorączka albo inne chorobowe ekscesy, czy też nieprzespana noc, po której masz ochotę wystrzelić się w kosmos. A później zaglądasz na fejsa, czytasz jakąś dyskusję i dowiadujesz się, że przecież wszystko jest „kwestią organizacji”. Wdech, wydech. Nie ma sensu się denerwować.

Naprawdę podziwiam kobiety, które mają zawsze posprzątany dom, codziennie zdrowy, ciepły obiad, nienaganną fryzurę, pomysły na kreatywne zabawy z dzieckiem i wszystko zrobione na czas. Jeśli przy tym jeszcze mają więcej niż jedno dziecko i/lub są aktywne zawodowo, to tym bardziej gratuluję. Wierzę, że to wszystko faktycznie jest do ogarnięcia. Tylko może niekoniecznie dla każdego i nie zawsze. Chyba wiele zależy od indywidualnej sytuacji i tego, na ile dziecko daje popalić. Zresztą nie będę w to wnikać. Każdy ma swoją historię, której możemy nie znać. Dlatego nie przepadam za stwierdzeniem „to kwestia organizacji”. Naprawdę, nie ma się co licytować, która z nas lepiej ogarnia życie w tej ekscytującej rzeczywistości zwanej „macierzyństwem”. Bo po co?

Mój sposób na ogarnianie

Do mnie akurat dość szybko dotarło, aby m.in. nie przywiązywać zbyt dużej uwagi dla planów i być elastyczną. Bo łatwo można się przekonać, że nasz plan działania nie pokrywa się z tym, czego akurat chce dziecko. A wtedy zonk :). Z organizacji nici. Jasne, zawsze można poprzestawiać swoje plany tak, aby wszystko jakoś zagrało. Czasami się to uda, czasami nie. Wiele zależy też od naszych priorytetów. W moim przypadku zaraz po nich na prowadzenie wysuwa się kolejny punkt: odpuszczanie.

Im więcej odpuszczam, tym lepiej ogarniam. Taaadaaam! To mój sposób na życiowy sukces ;)! (nie mylić z chaosem, domem zarośniętym brudem, nadszarpniętymi relacjami ze wszystkimi wokół i odrażającym wyglądem).

Lubię mieć ogarnięty dom, pyszny obiad, miło spędzony czas z rodziną i przyjaciółmi. Ale nie zawsze się tak da. I są też po prostu rzeczy, których nie robię, nie lubię, na które nie mam ochoty albo siły. I wolę wyjść z dzieckiem na spacer, poczytać książkę, kupić gdzieś obiad po drodze z pracy, a wieczorem położyć się wcześniej spać, zamiast perfekcyjnie wszystko ogarniać. Przecież nie będę po latach wspominać tego, że w mojej szafie były ładnie poukładane ubrania, syn zawsze miał na sobie wyprasowane ciuchy, a na stole w kuchni codziennie było jakieś pyszne danie. Wolę mieć w głowie inne obrazki. Bo tak jest zdrowiej – i dla mnie, i dla mojej rodziny. Nie zawsze mi to wychodzi, ale się uczę. Czasem odpuszczam coś na dobre, czasami tylko na dany dzień. Elastycznie, w zależności od tego, na ile to jest w ogóle istotne. I czy czasem po prostu nie ma akurat czegoś ważniejszego.

Bo odpuszczanie to też umiejętność. I myślę, że nawet warto ją pielęgnować ;).

A Ty jak to widzisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *