Urodziłaś, odpocznij – radzą eksperci. Matki na to: niemożliwe! 

Za każdym razem, gdy znajdę gdzieś w sieci artykuł, którego wydźwięk jest taki, by po urodzeniu dziecka wrzucić na luz, odpuścić szorowanie podłóg i odpocząć, mam ochotę przybić jego autorowi piątkę. Mój entuzjazm szybko jednak gaśnie, gdy przechodzę do czytania komentarzy. Kobiety szyderczo miażdżą przesłanie autora i prześcigają się w wyliczaniu, czego to nie robiły i jak się nie zapracowywały tuż po powrocie ze szpitala do domu. Pranie, sprzątanie, pieczenie ciasta dla gości do późna w nocy, zakupy, dźwiganie wózka i innych rzeczy, dwudaniowy obiad – to wszystko przecież samo się nie zrobi. Ilekroć trafiam na takie komentarze, w mej głowie zapala się czerwone światełko układające się w krótki napis:

ALE PO CO?

Zdaję sobie sprawę, że przy drugim (i każdym kolejnym) dziecku odpoczynek i przestawienie się na oszczędny tryb w trakcie połogu może być czymś niemożliwym albo trudnym w realizacji. Podobnie w sytuacji, gdy mama jest zdana tylko na siebie i nie ma kompletnie nikogo do pomocy. Czasami po prostu nie ma wyjścia. To musi być trudne i podziwiam kobiety, które ogarniają wtedy wszystkie sprawy. Im częściej trafiam jednak na wspomniane komentarze, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że od typowego wizerunku Matki Polki bardziej razi mnie chyba wizerunek Matki Superwoman. Tej superzaradnej pani, która tuż po opuszczeniu porodówki z gracją i wrodzonym wdziękiem sprawnie zarządza sobą, dzieckiem, domem, a również pracą, bo współpracownicy żyć bez niej nie mogą i muszą skonsultować z nią każde kliknięcie myszką. Dla niej nie ma niemożliwego. Zaraz po porodzie rzuci się w wir zajęć wszelakich, by tylko pokazać światu, że doskonale sobie radzi z łączeniem dotychczasowych życiowych ról z tą zupełnie nową, matczyną. Będzie starała się udowadniać, że wraca po tych dziewięciu miesiącach taka sama, jak wcześniej – superhiperefektywna i nietracąca czasu na pierdoły. Bo przecież tyle trzeba w domu poogarniać, a nikt nie zrobi wszystkiego lepiej albo przynajmniej tak samo dobrze, jak ona. Do licznych obowiązków wokół dziecka dowali sobie jeszcze kilka innych, by szczelnie wypełnić grafik. Wyprasuje te wszystkie maciupeńkie ubranka, ale nie położy się spać. Prędzej też ze zmęczenia będzie szorować nosem po tej czystej podłodze, niż poprosi kogoś o pomoc. Taka z niej twardzielka. Przecież nasze babki, prababki w polu rodziły i dalej szły pracować. To co, ja nie dam rady?

Najśmieszniejsze jest to…

…, że pewnie sama aspirowałabym do tego wzorca, gdyby nie pewne mądre osoby, które stanęły na mojej drodze. Jak mówi moja położna, kobieta w połogu powinna zamienić się w księżniczkę – powinna zajmować się tylko sobą i dzieckiem i nie robić nic ponad to, co konieczne. Leżeć, pachnieć, odpoczywać, nawiązywać więź z tym małym człowiekiem. Jeśli już coś ogarniać w domu, to tylko to, na co mamy ochotę. Nie dźwigać, nie nadwerężać się, nie przepracowywać, nie stać przy garach, nie robić wszystkiego na błysk. Nie przeciążać swojego organizmu, który solidnie pracuje teraz nad tym, by cofać wszystkie zmiany zaistniałe w czasie ciąży, a aby wszystko przebiegło sprawnie, potrzebuje do tego kilku warunków. Tyle i aż tyle. Wzięłam sobie te słowa bardzo do serca i w okresie połogu zrobiłam coś, co chyba już nigdy więcej się nie powtórzy. Rozciągnęłam nad sobą ogromny parasol ochronny. Dałam sobie czas, by powoli wracać do formy, by zaopiekować się samą sobą, skupić się na sobie i tym małym człowieku. Poksiężniczkowałam na całego ;). Nie miałam przy tym całego dworu do usług, bo jedyną osobą, która mnie wspierała, był mój mąż. Od początku byliśmy tylko we trójkę, bo tak wybraliśmy, tak chcieliśmy i tak nam było najlepiej. Przetrwaliśmy ;).

Trudny odpoczynek

Ponoć wszyscy tak się zapędziliśmy w pracy i aktywnościach wszelakich, że w ogóle mamy w życiu problem z odpoczywaniem. Jak wynika z raportu OECD, Polska jest na szarym końcu w rankingu ilości czasu poświęcanego na odpoczynek. Gdzieniegdzie można się nawet zapisać na warsztaty czy szkolenia na ten temat. Odpoczynek stał się bowiem czymś tak trudnym, że trzeba się go uczyć. Nic zatem dziwnego, że i po porodzie nie jest priorytetem.

Połóg w końcu to indywidualna sprawa. Każda może mieć w tym czasie inne potrzeby i priorytety. Dla jednej dobrych będzie kilka dni relaksu, dla innej 6 tygodni to będzie mało. Dobrze, jeśli to, czy pozwolimy sobie na odpoczynek czy nie oraz jaką przybierze on formę, jest kwestią wyboru. Gorzej, gdy go nie ma, bo nie ma też nikogo, kto by o wszystko zadbał i pozwolił mamie oderwać się od domowych spraw. Jeśli więc wiemy, że nasz scenariusz po porodzie będzie bardzo podobny, może warto już wcześniej zastanowić się, kto mógłby nam pomóc? Jeśli nie partner, to może mama, siostra, przyjaciółka, doula? Może warto z wyprzedzeniem zapytać się, upewnić, czy można na tę osobę liczyć po porodzie? Ponoć proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Jestem o tym tak samo mocno przekonana, jak i o tym, że taki połóg, jak ten pierwszy, już się więcej nie powtórzy ;).

I tak sobie myślę tylko, że byłoby jednak fajnie, gdyby szorowanie podłóg w pierwszych tygodniach po porodzie nie było uznawane za normę.

A Ty, jak to widzisz?

4 thoughts on “Superwoman w połogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *