Najpierw pytają, czy już kogoś masz. Jeśli nie masz, pytają do skutku. Jak już z kimś jesteś, z czasem pytają o zaręczyny, ślub, termin, mieszkanie, dalsze plany. Jeśli tylko obrączka pojawi się na palcu, pora na kolejny zestaw pytań. I tu powinno paść STOP. Droga ciociu, babciu, kuzynko, mamo, pani z warzywniaka, drogi wujku i znajomy znajomych – zatrzymaj się i zastanów, zanim zaczniesz pytać.

Nie wiem, skąd u nas ten zwyczaj wypytywania ludzi, kiedy będą mieli dziecko. Rozumiem, że nikt normalnie przy wigilijnym stole nie opowiada o swoim życiu seksualnym, a to przecież niejako pytanie z tej półki. Ludzie też tak bez sensu, bez zastanowienia rzucają to pytanie, a nawet wcześniej nie pomyślą, z czym może się ono wiązać. A za tym, że ludzie nie mają dzieci, stoją różne powody. Czasami ich po prostu nie chcą i mają święte prawo do takiej decyzji i nie muszą się nikomu tłumaczyć. Czasami im się nie śpieszy i naprawdę nie trzeba ich do tego namawiać, bo to nic nie zmieni. A czasami bardzo ich pragną, ale nie jest to takie proste. Nie każdy ma ochotę opowiadać, że od kilku miesięcy czy lat stara się o dziecko, czy że właśnie jest w trakcie leczenia. Mówienie ludziom, żeby nie zwlekali, bo zegar tyka, jest totalnie nie na miejscu, bo może się okazać, że starania o dziecko zaczęli np. długo przed trzydziestką, a z różnych powodów nadal nie są rodzicami. I z różnych powodów mogą też nie chcieć dzielić się z krewnymi takimi informacjami. Podobnie jak nie każdy musi wiedzieć, że mamy za sobą poronienie, o którym się mało rozmawia, a które wcale nie jest tak rzadką sytuacją. Czy naprawdę chcielibyście po takim doświadczeniu odpowiadać ludziom na pytanie, dlaczego zwlekacie z decyzją o dziecku? Nie wydaje mi się.

To dotyczy nie tylko sytuacji, kiedy nie mamy jeszcze dzieci. Pytania o rodzeństwo dla swojego pierwszego malucha też można sobie darować.

To są osobiste sprawy. I w moim odczuciu pytanie o nie jest nietaktowne. Choć pewnie sama też kiedyś je palnęłam, ale staram się na to uważać i uczulać też swoich bliskich. Dopóki ktoś sam nie porusza tego tematu, nic mi do tego. Takie niepozorne pytanie dla kogoś może być zwyczajnym zagajeniem rozmowy, żarcikiem, tematem numer jeden przy rodzinnym stole, ale ono naprawdę może wkurzać, frustrować, ale i ranić.

Serio, ludzie chętnie się podzielą informacją o dziecku sami, w odpowiednim czasie i nie trzeba ich o to wypytywać. A jeśli stoi za tym jakaś dłuższa historia, o której możemy nie mieć zielonego pojęcia, to tym bardziej ugryźmy się w język. I najlepiej poszukajmy innego tematu.

A Ty, jak to widzisz?

Sprawdź jeszcze: Czego nie mówić świeżo upieczonym rodzicom? 7 tekstów podnoszących ciśnienie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *