Narodziny dziecka zmieniają w życiu wszystko, ale decyzja o powrocie do pracy też potrafi sporo namieszać. Tym bardziej, że w trakcie tych kilku czy kilkunastu miesięcy na macierzyńskim można już sobie jakoś poukładać rzeczywistość. Powrót do pracy sprawia, że trzeba to zrobić na nowo.

Pewnie ile się zmieni, zależy od indywidualnej sytuacji i wielu czynników – od tego jaka to praca, ile godzin w niej spędzasz, co robisz, jakiego masz szefa (czy może sama sobie jesteś szefem), pod czyją opieką zostaje dziecko, na ile partner angażuje się w wychowanie dziecka i zajmowanie się domem, ile zajmuje ci dojazd do pracy i powrót itd. Wydaje mi się jednak, że są pewne elementy, które mogą być wspólne. Opiszę je z perspektywy mamy, która wróciła po rocznym macierzyńskim na pełen etat, ale liczę też, że podzielicie się swoimi doświadczeniami 🙂

Co się zmienia?

1. Stajesz się podatna

Na wyrzuty sumienia, wiadomo. Nawet jeśli od dawna wiedziałaś, że wrócisz do pracy, a dziecko pójdzie do żłobka, zostanie z nianią czy babcią (albo znajdziecie jeszcze jakieś inne rozwiązanie). Nawet jeśli ufasz, że to dobra decyzja. Nawet jeśli długo się do tego przygotowywaliście. Nawet jeśli masz dobre nastawienie i cieszysz się na powrót do zawodowych obowiązków. Prędzej czy później wyrzuty sumienia i tak dadzą o sobie znać. Zwłaszcza w sytuacji, gdy oddajesz w ręce niani czy pani ze żłobka płaczące dziecko i zamykasz za sobą drzwi. To trudne i wymaga czasu. Ale jak leci w pewnej mantrze, której nauczyłam się w ciąży: „Oddech płynie, wszystko minie”. Więc tak – wdech, wydech. Aż minie, a wtedy…

2. Czujesz ulgę

Gdy oddajesz ten swój skarb pod czyjąś opiekę, a on nie płacze tylko macha ci na pożegnanie. Albo gdy przychodzisz go odebrać po pracy, a on biegnie radośnie i raczej nic nie wskazuje na to, aby ostatnie kilka godzin przepłakał. Gdy wchodzisz do domu, a on rzuca ci się na szyję. Ulga, radość, duma i jeszcze całe mnóstwo innych emocji. Generalnie powrót do pracy to cała paleta emocji. Mieszają się ze sobą i tworzą dziwne połączenia. Prawie jak gra hormonów w czasie ciąży, ale w wersji light.

3. Stajesz się wyczulona

Na wszelkie zwiastuny nadchodzącej infekcji. Kodujesz w głowie, że dziecko trzy razy kichnęło podczas kąpieli i zakaszlało po raz pierwszy w piątek po południu. Schiza. Istna schiza. Oczami wyobraźni widzisz już minę szefa, gdy oznajmiasz, że znów zostajesz w domu, by zająć się chorym dzieckiem. Ewentualnie…

4. Kombinujesz

Czy raczej wraz z partnerem kombinujecie oboje. Kto tym razem i na jak długo zostaje z dzieckiem w domu i czy można liczyć na czyjeś wsparcie? Sytuacja komplikuje się, gdy prowadzicie takie rozmowy po raz kolejny w ciągu miesiąca. Więc jeszcze wznosisz modły, by ten podły czas nieustannego chorowania minął. Równocześnie zastanawiasz się przy kolejnej diagnozie: „co robimy nie tak???”, choć wszyscy wokół uspokajają, że częste chorowanie u maluchów to norma.

5. Czas się kurczy

Do tej pory najprawdopodobniej spędzałaś z dzieckiem niemal 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Teraz tego czasu jest mniej, ale też nabiera on innej jakości. Po prostu chcesz spędzać ten czas razem, robić coś wspólnie, bawić się, wygłupiać, a inne rzeczy schodzą na dalszy plan. W codziennym wirze mniej czasu zostaje też dla siebie i związku. Trzeba przeorganizować kilka rzeczy albo po prostu…

6. Odpuszczasz

Przynajmniej ja tak robię i zachęcam do tego samego. Nie gotuję codziennie obiadu, nie robię każdego dnia porządków, nie prasuję ubrań. A już na pewno nie robię tego wszystkiego sama. Macierzyństwo skutecznie wyleczyło mnie z perfekcjonizmu. Powrót do pracy tylko mnie utwierdził, że to słuszna droga.

7. Nie odpoczniesz

Trudny dzień w pracy? Stres? Coś się wydarzyło? Głowa ci pęka? Zapomnij, że po powrocie do domu złapiesz chwilę oddechu, walniesz się na kanapie albo się zdrzemniesz. Chyba że zabierzesz dziecko na spacer i pozwolisz głowie odpocząć. Albo zrobi to partner, wtedy masz chwilę dla siebie. Ogólnie nie odpoczniesz, ale przecież urlop macierzyński świetnie przygotowuje do takiej sytuacji 🙂

8. Budzik jeszcze bardziej nie zna litości

Jest ktoś o wiele bardziej bezlitosny niż Twoje dziecko, które postanawia wstać o 4.30. To budzik, który zaczyna dzwonić 1,5 godz. później, kiedy maluch odsypia już nocne harce. Nieczuły jest i niewzruszony na różne sytuacje, jak ząbkowanie, całonocne karmienie czy inne zdarzenia. Wstać trzeba, nie ma zmiłuj. A w pracy mało kogo może interesować, że spałaś dziś cztery godziny z przerwami, zresztą tak jak wczoraj. Da się do tego przywyknąć.

9. Vivat rutyna!

Powrót do pracy narzuca nowy rytm dnia, rutynę, która jednak sporo ułatwia. Pomijam fakt, że stajesz się mistrzem logistyki, planowania, a być może też delegowania różnych domowych obowiązków. Możliwe, że dni wyglądają przez to podobnie, ale wystarczy wypaść na jakiś czas z tej rutyny (np. przez chorowanie dziecka), by za nią zatęsknić 🙂

Powrót do pracy – co jeszcze się zmienia?

Co pomaga w tej nowej sytuacji? Kontakt z innymi mamami, które przechodzą albo przechodziły przez to samo (jest nas wiele :)). Odpowiedzialny i zaangażowany partner. Świadomość, co jest ważne. I uważność, by nie stracić z oczu priorytetów. Bo te przecież też się zmieniają. Albo i nie 🙂

Sprawdź jeszcze:

Mama wraca do pracy. Czego nie mówić pracującej mamie?

fot. by Freepik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *