odstawienie dziecka od piersi

Nie zaklejałam sobie piersi, nie smarowałam ich musztardą, nie wychodziłam specjalnie z domu, by nie usypiać dziecka i nie stosowałam żadnych sztuczek. Starałam się potraktować odstawienie dziecka od piersi najłagodniej jak potrafię, co nie oznacza wcale, że zrobiłam to książkowo.

Jeszcze jakiś czas temu, gdy zaczynałam myśleć o odstawieniu Olka od piersi, wydawało mi się, że po prostu nie potrafię tego zrobić. Że trudno, jestem jakaś nieudolna, nie umiem się za to zabrać albo muszę chyba wziąć udział w jakimś kursie, aby ktoś mnie tego nauczył (przy czym nie neguję sensu takich kursów). Miałam wrażenie, że innym kobietom jakoś łatwiej to przychodzi – rozstają się z karmieniem z dnia na dzień i temat zakończony, nie ma co go roztrząsać. I faktycznie czasem tak jest. Ale nie zawsze i mam wrażenie, że to wcale nie jest takie rzadkie. Chyba nie ma uniwersalnego sposobu na odstawienie dziecka od piersi – każda z nas jest inna, każde dziecko jest inne, mamy różne historie i różne sytuacje. To po prostu indywidualna sprawa.

Decyzja

W naszym przypadku to ja zdecydowałam o zakończeniu karmienia. Po 22 miesiącach karmienia uznałam, że już pora się z nim żegnać. Historie o samoodstawieniu są piękne, ale nie chciałam czekać do tego momentu. Wiedziałam jednak, że nie ma szans, aby odstawić Olka od piersi z dnia na dzień, bo i dla niego, i dla mnie byłoby to zbyt stresujące i w gruncie rzeczy niepotrzebne. Nie było takiej konieczności, aby się z tym śpieszyć. Mogliśmy stopniowo, bez żadnej presji oswajać się z tematem. I co ważne, nikt też na mnie nie naciskał, nie komentował, że jeszcze karmię i nie namawiał, abym skończyła. Całkowicie w spokoju mogłam dać sobie na to wszystko czas i potraktować to jako pewien proces. Ostatecznie zajęło nam to miesiąc. To długo? Krótko? Nie mam pojęcia! :).

Stopniowo

Olek chodzi do żłobka, więc już od jakiegoś czasu było tak, że karmiłam go nad ranem, a później od momentu mojego powrotu z pracy zawsze wtedy, kiedy tego potrzebował (o tym, jak pogodzić karmienie piersią z chodzeniem do pracy, pisałam tutaj). Na początku postanowiłam zrezygnować z tego karmienia po powrocie do domu. To był prawdziwy dramat, zwłaszcza pierwszego dnia. Tuliłam ile się da, tłumaczyłam, że mleka teraz nie ma i będzie dopiero przed spaniem, ale rozpacz była wielka. Tego się zresztą spodziewałam, nie było trudno tego przewidzieć. Dużo go przytulałam, czytaliśmy razem książeczki i jak najszybciej wychodziliśmy na dwór, bo tam jest fajnie i dużo się dzieje – jednym słowem, nie mogliśmy z mężem dopuścić do sytuacji, aby Olek się nudził, bo inaczej przypominał sobie o piersi. W praktyce wyglądało to tak, że po przekroczeniu progu domu byłam w 100% dla syna, bez chwili na wypicie kawy, czy zrobienie czegokolwiek. Niestety, mąż nie mógł za bardzo zająć się wtedy Olkiem, bo syn bardzo domagał się tylko mojej obecności. Po trzech dniach jakoś to wszystko złagodniało i przeszło.

W weekendy po prostu odmawiałam mu karmienia w ciągu dnia i tłumaczyłam, że mleko będzie później. Niczego też sama nie proponowałam. Na drzemkę często kładł go mąż. Akurat odstawienie wypadło też wtedy, gdy miałam urlop i spędzałam z Olkiem 24 godziny na dobę. Jednak z dnia na dzień coraz rzadziej upominał się o pierś w ciągu dnia.

Później w odstawkę poszły karmienia nocne. Jak się przebudzał, dostawał wodę, przytulałam go i dalej już spaliśmy razem (Olek zasypia u siebie, ale jak się przebudzi, to śpimy razem). Zwykle też chwilę płakał, wtulał się i spał dalej.

Na końcu zostało nam już tylko jedno karmienie – przed snem. I ten etap trwał dłużej niż wcześniejsze. W międzyczasie Olek jakoś mocniej zainteresował się czytaniem książeczek tuż przed spaniem. Wyglądało to tak: książeczka, karmienie, spanie. Z czasem z tej układanki wypadło karmienie. Wcześniej jednak złożyło się tak, że mąż miał urlop i zabrał Olka na jedną noc do babci. Jak się okazało, nie było tam żadnego dramatu i Olek bez problemu zasnął bez mleka. Gdyby zareagował inaczej, pewnie odstawianie potrwałoby dłużej. Jednak kiedy następnego dnia wrócił do domu, już go wieczorem nie karmiłam. Chwilę popłakał, tłumaczyłam mu co się dzieje, mocno go przytuliłam, wygłaskałam za wszystkie czasy i zasnął tak w moich ramionach. Miejsce wieczornego karmienia całkowicie zajęło teraz czytanie książeczek. Jak się okazuje, trwa to o wiele dłużej, niż usypianie dziecka przy piersi ;). Przez koleje dni już tylko cichaczem mówiłam mężowi: „Nie karmię już tydzień!”, „Nie karmię już dwa tygodnie!”, a Olek po prostu przestał się o to upominać.

Co w zamian?

Zamiast piersi, nie podawałam Olkowi ani mleka modyfikowanego, ani niczego innego. W nocy, gdy się przebudzał, dawałam mu po prostu wodę. Co było w zamian? Dużo czułości, bliskości i bycia razem. Wraz z odstawianiem od piersi Olek o wiele bardziej zaczął domagać się tulenia, co jest oczywiste i po prostu fajne. O wiele częściej upomina się też o… jedzenie. Czasami mam wrażenie, że nasza lodówka w ogóle się nie zamyka.

Co na to piersi?

Matka Natura jest bardzo kumata, szybko połapała, co się dzieje. Laktacja po prostu dostosowała się do całej sytuacji. Być może faktycznie to dlatego, że stopniowo ograniczałam karmienia, ale naprawdę nie borykałam się z zastojami, przepełnionymi piersiami, bólem. Nie musiałam pić szałwii, czy szukać jakiegoś sposobu na hamowanie laktacji. Ona sama to ogarnęła. I to jest dla mnie fenomenalne!

Konsekwencja

Nie wiem, czy mój sposób jest godny naśladowania, ale ja mam poczucie, że zadziało się to u nas całkiem dobrze. Starałam się to zrobić możliwie jak najłagodniej, ale też starałam się być konsekwentna, aby nie mieszać dziecku w głowie. Skoro tłumaczę, że mleka nie ma, to go nie ma – i choć łatwo jest się złamać, to jednak wydaje mi się, że mogłoby to niepotrzebnie wprowadzić chaos.

Brawo my!

Miałam pokusę, aby nakarmić Olka jeszcze jeden, ostatni raz, aby utrwalić w głowie ten piękny moment ;). Z drugiej strony bałam się, że mogłoby to zniweczyć wszystkie dotychczasowe starania. Zresztą kiedy go karmiłam ostatni raz, miałam w głowie myśl, że może to się już nie powtórzyć. Moja koleżanka z pracy ma rację – to my, matki, mamy czasem większy problem z różnymi sprawami niż nasze dzieci. Muszę jednak przyznać, że dla mnie karmienie piersią było po prostu jednym z najlepszych doświadczeń, jakie mnie spotkało w macierzyństwie. I choć to ja podjęłam decyzję o jego zakończeniu, to jednak na swój sposób trochę to sobie przeżywałam. Ale bez dramatu. Jestem po prostu bardzo wdzięczna za te 22 miesiące. Jestem też pełna podziwu dla swojego ciała, bez którego by się to nie udało. Jestem dumna z Olka  i… Tak! Jestem też dumna z siebie. Wykonałam po prostu kawał dobrej roboty.

A jak odstawienie wyglądało u Was?

Sprawdź jeszcze:

2 elementy, bez których karmienie piersią może być trudniejsze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *