zabawy dla dzieci powyżej 1. roku życia

Kiedy twój maluszek ma tydzień, marzysz o dniu, w którym się do ciebie pierwszy raz uśmiechnie. Kiedy uśmiecha się regularnie, już nie możesz doczekać się, aż zacznie siedzieć. Kiedy siedzi, myślisz, że fajnie będzie, kiedy zrobi pierwsze kroki. A kiedy zacznie chodzić… marzysz o tym, żeby na chwilę usiadł i sam się pobawił! Ale jak go zająć? Przygotuj się na niebezpieczne, powodujące bałagan i ogólny chaos w twoim domu zabawy dla dzieci 1+.

Być może ktoś kiedyś powiedział ci albo gdzieś przeczytałaś, że okołoroczne niemowlęta powinny już bawić się same. Kuszona tą myślą, zostawiasz swojego roczniaka na podłodze, dajesz mu zabawki i zaczynasz robić obiad. A tu klops. I to nie taki na talerzu. Twoje dziecko wcale nie jest zainteresowane zabawkami, przykleja się do twojej nogi i chce na ręce. Ewentualnie chce to, co w ręce aktualnie trzymasz. Obiadu nie będzie.

Oczywiście możesz usiąść z dzieckiem na podłodze i zacząć bawić się w teatrzyk misiami (co też jest super, ale jak człowiek jest najedzony), a pomiędzy – zastanawiać się, w którym miejscu popełniłaś błąd, że twój maluch nie potrafi bawić się sam. Możesz też dać mu zajęcie, dzięki któremu obiad jednak ugotujesz, a może uda się go nawet zjeść.

Ostrzegam jednak, że skuteczność i edukacyjność tych zabaw nie jest potwierdzona żadnymi badaniami naukowymi. Są one obarczone także dużym ryzykiem, jeśli chodzi o czystość i porządek w twoim domu. Nie gwarantuję również, że przypadną do gustu twojemu dziecku. Jednak, kto nie ryzykuje, ten nie żyje (lub nie je obiadu). Czy jakoś tak. Może któraś z tych szalonych zabaw zajmie uwagę twojego urwisa przez dłużej niż 3 minuty. A może nie. Żart. Dobra, do dzieła!

Zabawy dla dzieci 1+ 

Czy chcesz tego czy nie, twoje dziecko śledzi każdy twój ruch i będzie starać się naśladować to, co robisz. To bardzo niebezpieczne i wymagające samokontroli, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich, ale i prostych czynnościach domowych. Nikt tak jak dziecko nie motywuje do pracy nad sobą, swoim słownictwem oraz emocjami i paradoksalnie – nikt tak szybko nie wyprowadza z tej równowagi emocjonalnej i słownej jak wszędobylski roczniak, pragnący zepsuć wszystkie sprzęty w domu – ale o tym w innym tekście. W każdym razie, pilnuj się (haha), a przede wszystkim – daj szansę maluchowi na prawdziwe, życiowe zabawy. Jakie? Na przykład takie:

Zabawa w kucharza

Skoro gotujesz wyżej wspomniany obiad, zaangażuj swojego ciekawskiego brzdąca do czynności kuchennych, które sama wykonujesz. Daj mu garnek, pokrywkę, drewnianą i (jeśli nie masz bardzo wrażliwych na hałasy sąsiadów lub sama nie cierpisz na migrenę) zwykłą łyżkę. Pokaż, że w garnku można mieszać, można też po nim stukać z jednej i z drugiej strony. Jeśli jesteś na tyle szalona, wrzuć do tego garnka nieugotowany makaron (na tyle duży, żeby się jednak nim nie zadławił, bo na pewno będzie próbował, czy jest smaczny) albo nalej trochę wody (przygotuj się na zmianę ubrania albo od razu rozbierz dziecko). Myślę, że zdążysz w tym czasie wstawić ryż i pokroić warzywa. U nas przez jakiś czas działało.

Przesypywanie

Jeśli zdobyłaś się na kontakt dziecka z makaronem, zaproponuj mu też inną zabawę. Pokaż, że rurki albo wstążki można przekładać z jednego garnka albo pojemnika do drugiego. Najlepsze są pojemniki z różnych materiałów, np. jeden plastikowy, a drugi metalowy. Maluch, przerzucając makaron, będzie słyszał, jak odmiennie może brzmieć spadający przedmiot. Czad.

Przesypywanie wersja hard

Ostrzegam, jeśli jeszcze nie oswoiłaś się z kurzem w twoim domu, nie próbuj tej zabawy. Chodzi o rozsypanie mąki lub innego sypkiego, bardzo drobnego produktu (nie polecam kasz, dziecko próbuje, a potem pluje) na podłogę lub jakąś matę i pokazanie, że w mące można palcem malować. To taka próbka przed piaskownicą i motywacja do poodkurzania.

Przekładanie klocków

Jeśli nie jesteś gotowa na podzielenie się akcesoriami kuchennymi z dzieckiem, możesz zaproponować mu przekładanie klocków z jednego pudełka do drugiego. Albo np. z papierowej reklamówki do jakiegoś pojemnika. Jeśli maluch jest wypoczęty (właśnie, to taka wskazówka – nie łudź się, że niewyspane dziecko zajmie się czymkolwiek poza chodzeniem za tobą i jęczeniem) i zadowolony, na pewno chętnie sobie poprzekłada klocki z jednego miejsca na drugie.

W ogóle to dziecko w tym wieku lubi tego typu zajęcia bez względu na rodzaj przekładanego przedmiotu. Tak naprawdę mogą to być skarpetki, ubrania (Kuba bardzo lubi wyciągać swoje  – i niestety nasze też – ubrania z kosza na pranie i wkładać do pralki lub odwrotnie), klocki, misie, przyprawy (dobrze jest mieć je zamknięte, nasz dom przez długi czas pachniał cynamonem), plastikowe kubeczki (mogą być po jogurtach), nakrętki.

Zabawa w kartonie

Tak, w kartonie! Najlepiej w takim po pralce albo innym dużym sprzęcie. Może też być zabawa pod stołem lub zrobionym z krzesełek i koca namiotem. Maluchy (jak koty!) lubią takie ograniczone przestrzenie. Mogą wchodzić i wychodzić przez kilka do kilkunastu minut (z zależności od nastroju, jak zwykle!).

Przy okazji tej zabawy chciałam ci wyjaśnić jedną rzecz. Twoje dziecko najchętniej będzie bawić się tym, co nie jest zabawką. Chociaż wydaje ci się, że multifunkcyjna grająca piłka jest super, twoje dziecko prawdopodobnie zachwyci się nią przez pierwsze 5 minut, a potem znajdzie pustą butelkę po wodzie i będzie się nią bawić trzy razy dłużej. Ostrzegam, ten widok boli. Morał? Nie kupuj dziecku drogich zabawek. A właściwie, nie kupuj dziecku żadnych zabawek. Lepiej kup sobie jakąś fajną bluzkę (wiem, że będziesz bała się zostać „myślącą tylko o sobie, wyrodną matką”, ale nie miej skrupułów).

Targanie kartek albo chusteczek

Tu musisz przygotować się na totalny bałagan. Roczniak uwielbia targać papier toaletowy, chusteczki higieniczne, kartki, książki itd. Jeśli chcesz mieć chwilę spokoju, polecam pudełko chusteczek higienicznych. Potem oczywiście trochę sprzątania, ale warto. Musisz uważać, bo dzieci lubią jeść wszystko, również niesmaczne chusteczki. Ja w takiej sytuacji daję najpierw smoczek do buzi. Jest bezpieczniej.

Zabawa kablami

Być może uznasz mnie za skrajnie nieodpowiedzialną matkę, ale tak, czasem daję dziecku do zabawy kable. Po tym, jak mój syn zaczął raczkować, a jego pierwszą destynacją był przedłużacz przy telewizorze, wspólnie z jego tatą postanowiliśmy nie ryzykować i przeznaczyliśmy dla niego kilka „specjalnych” kabli. Żeby cwaniak nie połapał się, że są one jakieś felerne i nieprawdziwe, początkowo odgrywaliśmy sceny typu: Kuba, nie wolno tych kabli!, żeby myślał, że faktycznie mu zabraniamy, a potem „nie widzieliśmy”, że je bierze i dawaliśmy ciche przyzwolenie. Wariaci. Oczywiście wciąż nie odpuszczał tych kabli przy telewizorze, ale czasem zajął się swoimi. Porada: najlepszym rozwiązaniem jest NIEPODŁĄCZONY do prądu przedłużacz + jakaś wtyczka. Pół godziny dla was.

Fajną opcją jest też tablica manipulacyjna, na której znajdują się właśnie: wtyczka, włącznik do prądu, domofon z kręconym kablem, zamek, pilot – czyli niedozwolone, a uwielbiane przez dzieci sprzęty. Wszystko przytwierdzone do jakiejś tablicy albo deski. Sporo osób robi ją samodzielnie lub kupuje dziecku na pierwsze urodziny, zamiast drogich i nieinteresujących go zabawek. Ja jej jeszcze nie mam, ale Kuba aktywnie korzystał z niej w kawiarni dla dzieci, do której chodzimy i uważam, że jest super.

tablica manipulacyjna
Taką kupicie np. na Dawandzie.
tablica manipulacyjna
Taką na gimfi.pl.

Jeśli uważasz, że powyższe zabawy są nieodpowiedzialne, ryzykowne, niebezpieczne, prawdopodobnie jeszcze nie masz dziecka albo jest bardzo małe albo bardzo grzeczne i niewymagające. Do niczego nie namawiam, podsyłam jedynie kilka inspiracji zabawy bez zabawek. Przymierzam się też do przygotowania zestawu zabaw, w które możesz bawić się wspólnie z dzieckiem. Daj znać, czy to dobry pomysł!

3 thoughts on “Niebezpieczne zabawy dla dzieci 1+, dzięki którym ugotujesz obiad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *