Zwykle bywa tak, że jak komuś urodzi się dziecko, to po jakimś czasie przez jego dom przewija się sporo osób. Rodzina, bliscy, przyjaciele – wszyscy chcą poznać tego małego człowieka, a świeżo upieczeni rodzice często nie mogą się doczekać, aż przedstawią go światu. I z tymi odwiedzinami na ogół wiąże się też jeden przyjemny aspekt – prezenty. My otrzymaliśmy od bliskich coś naprawdę wyjątkowego i do dziś jestem za to niezmiernie wdzięczna. Co to takiego?

Zwykle przynosi się jakiś drobiazg dla dziecka, ale to miłe, jeśli pamięta się też o jego rodzicach, a zwłaszcza mamie, która przecież sporo przeszła. Zwykle też wraz z gośćmi pojawiają się w domu nowe ubranka, zabawki, kocyki, pieluszki, różne drobiazgi i akcesoria, które cieszą oko, zwłaszcza to rodzicielskie, bo noworodkowi w zasadzie do szczęścia nie jest to wszystko potrzebne. Wiele osób też często zastanawia się, co kupić takiej świeżo upieczonej rodzinie.

My też dostaliśmy zabawki, ubranka, kocyki, książeczki i inne cudowne rzeczy, za które jestem wdzięczna i które nam pięknie służyły albo służą nadal.

I choć każda z tych rzeczy cieszyła, nie był to jednak ten najważniejszy, najlepszy prezent.

Nie był nim też gotowy, ciepły obiad ani karnet na dwie godziny spokoju.

Nic z tych rzeczy.

Najpiękniejszą rzeczą jaką otrzymaliśmy od naszych bliskich, gdy urodziło nam się dziecko, był… święty spokój.

Nikt nam się nie wpraszał na siłę, nie wpadał z zaskoczenia, nie wtrącał się, nie truł głowy, nie wydzwaniał setki razy, nie komentował tego, co robimy i nie głosił różnych mądrości na temat pielęgnowania, karmienia, wychowania i wszelkiego postępowania z dzieckiem.

A dzięki temu poza świętym spokojem zyskaliśmy coś jeszcze – oszczędzone nerwy i brak poczucia winy.

Jestem za to niepojęcie wdzięczna. To wzmocniło też nas jako rodziców i pozwoliło nam się rozwinąć w takim kierunku, w jakim chcieliśmy.

Po swojemu.

Pewnie po części ten święty spokój wyniknął z tego, że nasza rodzina mieszka od nas trochę dalej i nie możemy się widywać na co dzień. Nikt nie może, ot tak, wbić do nas na kawę czy przesiadywać całymi dniami. I choć odległość pewnie ma znaczenie, to nie zawsze może zagwarantować ten spokój. Bywa, że świeżo upieczoną rodzinę a babcie i dziadków czy kuzynostwo dzielą setki, tysiące kilometrów, a telefony nieustannie się urywają, a pojawienie się na fejsie oznacza lawinę wiadomości.

I nie myślcie, że ten święty spokój wyniknął z braku zainteresowania, rozmów czy rzadkiego kontaktu.

Nie. Wyniknął m.in. z braku paplaniny, oceniania, komentarzy, przywoływania różnych, dziwnych historii.

I – podkreślę jeszcze raz – jestem za to bardzo wdzięczna.

I lubię o tym pamiętać za każdym razem, gdy w naszym otoczeniu pojawia się jakieś maleństwo, a ktoś z rodziny czy przyjaciół właśnie wchodzi w nową rolę.

I myślę, że to wielu osobom może się przydać. Zwłaszcza teraz, gdy niebawem spotkamy się wszyscy przy świątecznych stołach w rodzinnym gronie. I chciałabym, aby każda świeżo upieczona rodzina mogła przejść przez te spotkania ze spokojem i radością. Ze wzmocnieniem i dobrymi słowami, które długo będą brzęczeć w uszach. To cudowny prezent.

I już teraz tego Wam wszystkim życzę :).

Sprawdź jeszcze: Superwoman w połogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *