moje dziecko nie mówi

Jak przebiega prawidłowy rozwój mowy? Jak go wspierać i co robić, jeżeli dziecko nie mówi? Kiedy zgłosić się do logopedy? Na te i inne pytania odpowiada neurologopeda Anna Mulicka.

Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się do Ciebie rodzice?

Od jakiegoś czasu kontaktują się głównie w sprawie opóźnionego rozwoju mowy dziecka (ORM). Wcześniej (jako logopeda pracuję od 2012 roku) większość problemów dotyczyła dyslalii, czyli zaburzeń mowy, wad wymowy. Obecnie wielu rodziców przychodzi zaniepokojonych tym, że ich dziecko jeszcze nie mówi albo że ta mowa rozwija się bardzo powoli. Pójście do przedszkola miało być dla syna czy córki wspaniałym momentem rozkwitu mowy, a tak się nie dzieje. Może nie jest to odpowiednie określenie, ale opóźniony rozwój mowy to teraz plaga.

Dokładnie to samo określenie usłyszałam niedawno od laryngologa, do którego zresztą wysłał nas logopeda. Z jakimi jeszcze specjalistami współpracuje logopeda?

Jestem za holistycznym spojrzeniem na problem z rozwojem mowy, więc współpracuję m.in. z fizjoterapeutą, laryngologiem czy psychologiem. Jeżeli bardzo mnie coś niepokoi, to wysyłam dziecko również do neurologa. Nie chcę stresować rodziców, ale myślę, że lepiej dmuchać na zimne.

Co trzeba sprawdzić u tych specjalistów właśnie z punktu widzenia rozwoju mowy?

Jeżeli chodzi o laryngologa, to dzieci z opóźnionym rozwojem mowy mogą mieć trudności z nabywaniem języka przez niedosłuch. Dzieci żłobkowe często mają infekcje górnych dróg oddechowych, powiększają im się migdały, rozrasta się trzeci migdał, przez co przewody słuchowe są obciążone i pojawia się problem z odbiorem i nadawaniem mowy. U laryngologa sprawdzamy więc migdały i słuch. Z kolei u fizjoterapeuty oceniamy napięcie mięśniowe. Nierzadko dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym mają opóźniony rozwój ruchowy, a także opóźnioną mowę. Konsultacja neurologiczna jest potrzebna do oceny rozwoju i do wykluczenia jego zaburzeń, w tym również zaburzeń ze spektrum autyzmu. Spotkanie z psychologiem daje obraz rozwoju intelektualnego, poznawczego. Dla mnie jako logopedy opinia innych fachowców jest ważna.

Z czego może wynikać to, że dziecko nie mówi?

Trzeba tutaj zacząć od początku, czyli od ciąży. Wpływ na rozwój mowy może mieć nieprawidłowy przebieg ciąży, a także to, jakie mama stosowała leki. Przypuszcza się, że kobiety, które w ciąży często zażywały No-Spę, rodzą dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym. Istotne jest również to, jak przebiegał poród, czy był to poród naturalny, czy przez cesarskie cięcie. Oczywiście nie generalizuję, że dzieci urodzone przez cc mają opóźniony rozwój mowy – sama mam dwie córki z cesarki. W tym przypadku chodzi o stymulację sensoryczną. Dzieci, które przechodzą przez kanał rodny, są bardziej przygotowane sensorycznie do tego, by potem aktywnie uczestniczyć w życiu. Znaczenie ma też przedłużający się poród, duży stres (i podczas porodu, i w ciąży), podanie oksytocyny – to wszystko wpływa na odruchy pierwotne. Istotne jest również to, kiedy ciąża została rozwiązana, czy dziecko nie jest wcześniakiem.

Co do przyczyn odwołałabym się do pewnej historii ze średniowiecza. Był taki cesarz Fryderyk II Hohenstauf, który chciał sprawdzić, co się stanie, jeżeli dzieci zostaną wychowane w całkowitej izolacji od mowy. Nakazał odebrać matkom kilkoro dzieci i przekazać je pod opiekę innym osobom, które miały się do nich nie odzywać. Cesarz chciał się dowiedzieć, który ze znanych języków jest pierwotny. Eksperyment był tragiczny – według przekazów historycznych dzieci zmarły. Przywołuję tę historię, aby powiedzieć, że brak bodźców werbalnych powoduje, że nie mamy żadnej motywacji do mówienia i do prawidłowego rozwoju. Niewłaściwa stymulacja mowy i brak tej stymulacji, oziębłość w wychowaniu też przyczyniają się do tego, że mowa nie rozwija się prawidłowo. Można jednak pójść w drugą stronę – całkowicie zalać dziecko mową albo je wyręczać (np. „Aaaa, chcesz teraz papu, to już Ci daje”). Dziecko może być przytłoczone tymi przekazami werbalnymi i nawet nie ma jak się aktywizować. Dlatego ważny jest dialog – ja mówię, ale czekam też na reakcję dziecka. Nie możemy przesadzać, trzeba znaleźć jakiś złoty środek.

Przyczyną opóźnionego rozwoju mowy może być też niedojrzałość ośrodkowego układu nerwowego. Są dzieci, które dobrze rozumieją przekazy werbalne i różne polecenia, ale nie mówią. Stwierdza się wtedy, że proces mielinizacji włókien nerwowych jest jeszcze niedokończony i po prostu trzeba stymulować dziecko i uzbroić się w cierpliwość. Miałam sporo takich osób na terapii – dziecko wie, co chce powiedzieć, ale nie potrafi, ponieważ impuls z mózgu nie może jeszcze dotrzeć do mięśni artykulacyjnych.

opóźniony rozwój mowy

Ważne jest również to, jak zwracamy się do syna czy córki. Mówienie na jednym tonie, brak modulowania sprawia, że jest to mało atrakcyjne i dzieci nie wchodzą z nami w zabawy werbalne. Istotne jest też nieadekwatne odnoszenie się do malucha. Zbyt wysublimowane słownictwo, którego on nie rozumie, też wpływa na rozwój mowy. Ponadto wspomniany już przerośnięty migdał, niedosłuch, zaburzenia ze spektrum autyzmu. Tych przyczyn, dlaczego dziecko nie mówi, może być naprawdę sporo. Każde jest też inne i można by mówić na ten temat godzinami.

No właśnie – każde dziecko jest inne. Z jednej strony istnieje pewien schemat rozwoju, co i kiedy powinno ono umieć, a z drugiej – każde rozwija się we własnym tempie. Jak się w tym odnaleźć, aby z jednej strony nie przesadzać z tym, że syn/córka czegoś jeszcze nie potrafi, a z drugiej – aby nie podejść do tego zbyt swobodnie i przez to zbyt późno zacząć pracę ze specjalistą?

To nie jest łatwe pytanie. Trzeba znaleźć złoty środek. Niestety norma jest przez niektórych traktowana zbyt subiektywnie. Kiedy coś nas niepokoi i intuicja mówi nam, że coś dzieje się nie tak – zawsze warto skonsultować się z logopedą. Nie słuchajmy przekazów, stereotypów, że do trzeciego roku życia mowa się rozwinie albo że chłopcy mówią później. Wiadomo, że nie każdy rodzic może wiedzieć, jakie są normy. Jeżeli jednak cokolwiek nas niepokoi, pojawia się u nas takie ziarenko stresu, warto porozmawiać z kimś kompetentnym.

Warto wiedzieć, że gaworzenie powinno pojawić się między szóstym a dziewiątym miesiącem życia. Jeżeli długo go nie ma, może to świadczyć np. o niedosłuchu. Powinno nas zaniepokoić to, że dziecko ma rok i nie wypowiada prostych sylab. Spore wątpliwości wzbudza to, jeżeli dwulatek nie mówi prostych słów. Jeśli dziecko ma trzy lata i nie łączy prostych słów, nie mówi np. „mama daj”, jego mowa jest bardzo niezrozumiała dla otoczenia, to wtedy warto skonsultować się z logopedą.

Wiadomo, że istnieje pewien dopuszczalny margines, odstępstwo od tych standardów, ale jednak nie możemy zbyt pofolgować. Warto o to zadbać, aby później, jak dziecko pójdzie do przedszkola, nie przerodziło się to w inne problemy. Dzieci, które nie mówią i są w przedszkolu, często czują się sfrustrowane, co przechodzi w agresję albo w zachowania lękowe. Czasami zamykają się w sobie, nie uczestniczą w niektórych aktywnościach przedszkolnych, przez co też sporo tracą. Dlatego to jest tak ważne, aby iść do logopedy, kiedy czujemy, że coś jest nie tak.

Nawet jeśli rodzic przesadza i wszystko jest w normie, to logopeda nas przynajmniej uspokoi i w razie wątpliwości zachęci do kolejnej kontroli np. za pół roku. Jeżeli jednak przychodzi do mnie dwulatek i nie ma jeszcze u niego wyrażeń dźwiękonaśladowczych, to wzbudza to we mnie niepokój. Dlatego to ważne, by orientować się w normach rozwojowych i moim zadaniem jako logopedy jest szerzenie tej wiedzy. To istotne, aby nie czekać zbyt długo, bo konsekwencje takiego zagapienia się mogą być dla dziecka dosyć przykre.

Co możemy robić, aby swobodnie, naturalnie zachęcać dziecko do mówienia?

Już od początku, kiedy dziecko pojawia się na świecie, można je aktywizować. Wiadomo, że od noworodka nie wymagamy uczestnictwa w zabawach logopedycznych, ale chodzi o sam dotyk, czułość, a w miarę kolejnych miesięcy o to, aby łapać kontakt wzrokowy i wychwycić uśmiech społeczny, który pojawia się między drugim a trzecim miesiącem życia. To ważne, aby ten uśmiech podtrzymywać, odwzajemniać. Następnie w czwartym–piątym miesiącu dziecko zaczyna się głośno śmiać – wzmacniajmy to, żeby wiedziało, że jest to bardzo pozytywne zachowane. Potem między szóstym a dziewiątym miesiącem pojawia się gaworzenie. Dziecko mówi ciągi sylab: „babababa”, „gagagagaga”, „gugugugugu” – ważne, aby powtarzać to, co do nas mówi. Maluch mówi „baaaaa, baaaa”, więc odpowiadamy: „Aha, baaaaaaa, baaaaaaaa” (z intonacją). Dziecko powinno widzieć naszą reakcję na jego aktywność werbalną. Pamiętajmy jednak, aby była to forma dialogu. Dziecko mówi, my to odwzajemniamy i dajemy mu czas, aby zareagowało na to, co powiedzieliśmy.

Przy niemowlętach bardzo ważna jest stymulacja podczas pielęgnacji. Przykładowo w czasie kąpieli używajmy wyrażeń dźwiękonaśladowczych, np. „plum, plum”, „ciap, ciap”. Przy wycieraniu ręcznikiem mówimy „szu, szu”. Jak już rozszerzamy dietę i karmimy dziecko, to mówimy „am, am” – chodzi o to, aby podkreślać daną czynność komunikatem werbalnym.

Gdy dziecko ma rok, powinny pojawiać się u niego pierwsze wyrazy używane świadomie, np. „mama”, „tata”, „pa, pa”. Ale nie panikujemy jeszcze jak osiąga ten wiek i nie mówi. Możemy mu dać taki margines do półtora roku. Jeżeli jednak ten czas nadchodzi, a dziecko nadal nie mówi, to powinna nam się zapalić w głowie jakaś czerwona lampka. U półtoraroczniaków pojawia się więcej wyrażeń, m.in. dźwiękonaśladowczych, np. „miau”, „bam”, „hau”. Dwulatki tworzą już komunikaty typu „tata, pa, pa”, „mama, daj”, „am nie”. Jeżeli tego nie ma, to znowu dajemy sobie takie widełki do pół roku. Jeśli jednak do tego czasu mowa nie ruszy, to warto się skonsultować.

W wieku trzech lat pojawiają się proste zdania, mowa dziecka powinna być już bardziej rozbudowana i zrozumiała nie tylko dla domowników, lecz także dla osób spoza najbliższego otoczenia. W przypadku opóźnionego rozwoju mowy te pierwsze trzy lata są najważniejsze.

Jak jeszcze możemy dziecko wspierać?

Często myślimy, że stymulacja polega na tym, aby dziecko mówiło, powtarzało, a tak naprawdę można rozwijać mowę na wiele innych sposobów. Mózg kocha ruch. Można ćwiczyć sekwencje ruchowe odpowiednie do wieku, np. zrobić tor przeszkód – przejście przez dwie poduszki i skoczenie na kocyk. To już jest jakieś planowanie motoryczne. Ćwiczenia ruchowe są bardzo ważne. Istotne jest też połączenie mowy i dotyku – ćwiczenia z ciastoliną, ugniatanie plus jakieś wyrażenia dźwiękonaśladowcze, np. „bach”, „trach”. Istotne jest łączenie ruchu ze słowem – rymowanki, zabawy paluszkowe, masaże. Niech jakaś czynność łączy się z zachowaniem werbalnym. Jak idziemy, to mówimy „tup, tup”, jak klaszczemy, to „klap, klap”. Oczywiście czytamy, oglądamy książeczki, choć nie każde dziecko jest na tyle cierpliwe, ale staramy się do tego zachęcać. Ważne są też ćwiczenia oddechowe, zabawa ze słomką, dmuchanie na świeczkę. Przede wszystkim jednak zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa.

A czego lepiej unikać? Jakie codzienne czynności, zachowania, nawyki mogą negatywnie wpływać na rozwój mowy?

Nie możemy spieszczać. Spieszczanie, infantylizowanie mowy nie wpływa dobrze na jej rozwój. Nie przytłaczajmy też natłokiem mowy. Dziecko bombardowane ilością słów nie ma pola, aby dać coś od siebie. Zwróćmy uwagę, ilu zabawek używamy w trakcie zabawy z dzieckiem. Jeśli jest ich za dużo, wpływa to na problem z koncentracją – zbyt duża ilość bodźców rozprasza. Lepiej wybrać np. dwie zabawki. Unikajmy mówienia za dziecko, ale też wyręczania go w czynnościach samoobsługowych. Super, jeśli dziecko samo może podciągnąć sobie rękawy przy myciu rąk albo w toalecie samo ściąga sobie spodnie. W ten sposób planuje motorycznie czynności i to też przekłada się na umiejętności werbalne. Oczywiście pomagamy mu, aby się nie frustrowało, że czegoś nie potrafi, ale nie wyręczamy go we wszystkim. Idealnie przedstawia to jedna z głównych myśli Marii Montessorii „Pomóż mi zrobić to samemu”.

Zbyt dużo telewizji, smartfonów, tabletów też nie wpływa dobrze na rozwój mowy. Dzieci do drugiego–trzeciego roku życia w ogóle nie powinny mieć kontaktu z takimi gadżetami. Wiem, że jest to trudne i sama byłabym hipokrytką, gdybym powiedziała, że się do tego stosuję. Starajmy się jednak nie przesadzać. Zgodnie z rekomendacją Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej dziecko do dwóch lat nie powinno mieć kontaktu z tego typu urządzeniami. Jeśli później zdecydujemy się je udostępniać, to długość oglądania powinna być precyzyjnie określona, np. 15 minut dziennie i koniec. Bajki powinny być dawkowane i nie powinno oglądać się ich przed snem, aby dziecka nie przebodźcować. Dlaczego te urządzenia tak niekorzystnie wpływają na rozwój mowy? Dziecko siedzące przed ekranem nie ma zbyt wielkiego pola do tego, aby ćwiczyć motorykę małą. W motoryce małej chodzi o inne rzeczy, niż o przewijanie kciukiem czy palcem po ekranie. Roczniak czy dwulatek wciągnięty w bajkę nie odczuwa potrzeby kontaktu z osobami z bliskiego otoczenia, a później nie oczekuje zabawy, tylko tego, że znowu dostanie coś do obejrzenia.

Jakie jeszcze rzeczy z otoczenia małego dziecka mogą mu szkodzić? Co ze smoczkiem?

Smoczek nie jest dramatem. Wyobraźmy sobie, że około rocznemu dziecku rodzi się rodzeństwo. Jak możemy mu teraz zabrać smoczek, skoro jego brat czy siostra go używa? To jak odebranie mu poczucia bezpieczeństwa. Nie w każdym momencie zabranie smoczka jest dobrym pomysłem. Wiadomo, że najlepiej byłoby z niego zrezygnować do półtora roku. Dłuższe stosowanie smoczka powoduje problemy ortodontyczne, a także przyczynia się do infantylnego połykania, co wpływa na rozwój wad wymowy. Wszystko zależy jednak od konkretnych sytuacji życiowych. Trzeba to zrobić w wyczuciem.

A kubki niekapki?

One są niedobre! Kubek niekapek powoduje wadę zgryzu i utrwala przetrwałe połykanie niemowlęce.

Wróćmy do opóźnionego rozwoju mowy. Jeżeli dziecko nie chce po nas powtarzać, niepokoić się tym?

Zależy ile ma lat i w jakim jest okresie rozwoju. Jeżeli widzimy, że dziecko nie utrzymuje z nami kontaktu, nie pojawia się u niego gest wskazywania palcem, który powinien pojawić się między dziewiątym a dwunastym miesiącem życia, to od razu powinno nas to zaniepokoić. Ale jeżeli roczniak nie mówi jeszcze „mama”, „tata”, to nie bombardujmy go komendą „powiedz”, bo to frustrujące.

Lepiej nie mówić „powiedz mama” „powiedz daj”. Większość dzieci tego nie lubi. Można je stymulować na wiele innych sposobów. Można spróbować je zachęcać okrężną drogą, np. poprzez zadawanie pytań: „ A teraz co się wydarzy?”, „A co ja tutaj mam?” itp.

Jakie przekonania, mity sprawiają, że za późno trafiamy do logopedy?

Niestety są pediatrzy, którzy uspokajają, że mowa rozwinie się do trzeciego roku życia i można spokojnie czekać. Nie, nie czekaj, idź z dzieckiem do logopedy. Powszechny jest też mit, że chłopcy mówią później, choć według niektórych jest to spowodowane poziomem testosteronu i jego wpływem na rozwój mowy.

A co z przekonaniem, że jest to kwestia genetyczna i np. tata też późno zaczął mówić, więc nie ma się co stresować?

Nawet jeśli pradziadek, dziadek, tata i brat zaczęli późno mówić, to nie należy być biernym i czekać, aż nadejdą czwarte urodziny i dziecko „cudownie” zacznie mówić. Należy działać, aby uniknąć przykrych dla dziecka konsekwencji opóźnionego rozwoju mowy. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej.

Na koniec – co powiedziałabyś rodzicom, którzy martwią się o mowę dziecka?

Z jednej strony mówienie rodzicowi, aby się nie martwił, bo będzie dobrze, to igranie z losem, bo co jeżeli okaże się, że opóźniony rozwój mowy wynika z problemów neurologicznych i przeoczymy coś, co zaważy na dalszym funkcjonowaniu dziecka? Z drugiej strony na pierwszej diagnozie nie chcę też straszyć rodziców skomplikowanymi definicjami i wyrokować o niedojrzałości układu nerwowego, bo to może być dla nich bardzo stresujące i zniechęcające. Kiedy mam wątpliwości, wolę spotkać się z moim małym pacjentem za dwa miesiące, przy okazji podając wskazówki jego opiekunom (oczywiście, jeżeli problem opóźnionego rozwoju mowy jest ewidentny, to nie ma na co czekać i działamy od razu).

Ważne jest również to, aby rodzice byli szczerzy i nie ukrywali np. tego, ile dziecko spędza czasu przed telewizorem. Nie obwiniam, że to jest główna przyczyna opóźnionego rozwoju mowy, ale lepiej nie zatajać żadnych informacji. Współpraca z rodzicami jest bardzo ważna.


Anna MulickaAnna Mulicka – neurologopeda, pedagog – terapeuta. Prowadzi badania przesiewowe w szkołach i przedszkolach, diagnozy i terapię logopedyczną dzieci z wadami rozwojowymi oraz terapię logopedyczną dorosłych, a także warsztaty dla nauczycieli. W pracy z dziećmi zwraca szczególną uwagę, aby nawiązać z nimi dobrą relację. Zależy jej, aby mali pacjenci czerpali radość z prowadzonych zajęć. W swojej pracy wykorzystuje metodę miofunkcjonalną Anity M. Kittel, masaże logopedyczne, różnorodne techniki wspomagające opóźniony rozwój mowy, korzysta z form komunikacji wspomagającej MAKATON. Miłośniczka Ciasteczkowego Potwora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *