bunt dwulatka

Bunt dwulatka zawsze kojarzył mi się z czymś odległym, mitycznym, dotyczącym dzieci żyjących gdzieś na innym osiedlu, które tylko czasem spotykałam w supermarkecie, gdy leżały na podłodze i krzyczały, bo nie dostały tego, czego chciały. A tu masz! Od kilku tygodni żyję z dzieckiem z innego osiedla, które wrzeszczy i zapowietrza się z powodu źle położonego ciastka.

Bunt dwulatka w teorii

Słowo bunt definiowane jest ogólnie jako sprzeciw, protest, opór, protestacyjne wystąpienie przeciwko władzy. Istnieją też różne koncepcje jego interpretacji. Ale czy w literaturze naukowej ktoś kiedyś stworzył i wyjaśnił pojęcie „buntu dwulatka”? Tu sprawa jest bardziej złożona i opiera się głównie na doświadczeniach i opowieściach rodziców, którzy uwielbiają posługiwać się tym „zjawiskiem”. Bo trzeba przyznać, że brzmi naprawdę odlotowo. Ktoś, kto słyszy, że Twoje dziecko ma „bunt dwulatka” kiwa głową z pełnym zrozumieniem i podziwem jednocześnie, że jeszcze żyjesz i jesteś cała/y.

A teraz tak szczerze: zastanówmy się, kto się bardziej buntuje. Rozwijające się i uczące miliona nowych rzeczy (i dobrych, i złych) dziecko czy rodzic, który nie ogarnia tego przeskoku z niemowlęcia (nad którym miał dotychczas kontrolę) na urwisa (który wraz z nauką biegania i mówienia uzyskał olbrzymią niezależność)? 🙂 Myślę, że obarczanie tego słynnego dwulatka całą winą jest trochę niesprawiedliwe.

Bardzo fajnie podeszli do tego Searsowie, autorzy „Księgi Dziecka”, którzy w naprawdę obszernym rozdziale o tytule „Uciążliwe, ale normalne zachowania małych dzieci” (samo życie!) zawarli to, o czym często zapominamy:

„Rodzice, miejcie realistyczne oczekiwania w stosunku do typowych zachowań małych dzieci. Każde dziecko powinno mówić „nie”, wpadać w szał, wyrywać zabawki, odmawiać dzielenia się, bić, gryźć i kopać. Bardziej nienormalne jest, jeśli nie wykazuje większości z tych zachowań w którymś momencie drugiego i trzeciego roku życia (…). Takie zachowania nie są objawem braku rodzicielskich umiejętności. Stanowią normalną część procesu przyswajania przez dziecko umiejętności zdobywania tego, czego chce, samostanowienia i wspinania się w górę drabiny społecznej.”

Chodzi jednak nie tylko o akceptację takiego stanu rzeczy (bo brak reakcji na pewne zachowania może skończyć się katastrofalnie), ale o to, aby dziecko w mądry sposób przez ten trudny czas przeprowadzić. Ograniczyć narzekanie i ciągłe upominanie (choć przy kolejnym wylanym kubku wody/talerzu zupy, wysypanej misce płatków to doprawdy wyzwanie!), ale przede wszystkim wspierać.

Przyznaję, że w teorii to dużo łatwiejsze niż w praktyce. Ale nawet jeśli złościmy się na to, że nasze dziecko pluje, krzyczy, robi afery jak stąd na Alaskę o źle pokrojonego banana (a powinien zostać w skórce!) lub o prośbę o posprzątanie zabawek, dobrze mieć świadomość, skąd się takie zachowania biorą. Wtedy już po zażegnaniu kryzysu łatwiej wrócić do rzeczywistości i nie zadręczać się, że nasze dziecko jest źle wychowane, niegrzeczne czy złośliwe (ja w trakcie awantury zwykle tak myślę, ale po opadnięciu emocji patrzę na to z innej perspektywy).

Polecamy też: Rozwijające książeczki dla maluchów, które nasi synowie bardzo polubili (i my też!)

Bunt dwulatka przyczyny

Zachowania dwu/trzylatka są mocno skrajne. Od euforii i głupawek po stany histerii i spazmów, w czasie których maluch może się zapowietrzyć, a nawet zsinieć. Ataki złości, odpowiadanie na każde pytanie/prośbę słowem „nie”, a nawet plucie, bicie czy gryzienie, choć dla rodziców frustrujące i doprowadzające do białej gorączki, są nieodzownym elementem, a raczej efektem ubocznym bardzo intensywnego rozwoju mózgu takiego berbecia.

Tu znów powołam się na Searsów, którzy mówią, że większość ataków złości jest wywołana przez dwa uczucia. Po pierwsze ogromna ciekawość. Po drugie pragnienie dokonania rozmaitych rzeczy, które często jest większe niż możliwości dwulatka/trzylatka. A kiedy dziecko czegoś nie potrafi, choć bardzo chce, rodzi się frustracja, której efektem jest właśnie napad złości (w wielorakiej formie: tupanie, bicie, kładzenie się na podłogę etc.). Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – blokujący realizację tych wielkich, wspaniałych pragnień rodzic/osoba bliska, która staje na drodze do prawdziwego szczęścia (patrz: wejście na stół/zdobycie telefonu/taplanie się w kałuży), mówiąc NIE.

Zaakceptowanie tego, co jest wbrew woli malucha, to dla niego olbrzymia trudność. Dlatego walczy. Rękami, nogami, emocjami. Bo przecież ono chce być duże, a rzeczywistość mówi mu, że jest małe. Jest mocno wkurzone, że musi oddać zabawkę, ale nie potrafi powiedzieć o swoich uczuciach, dlatego wyraża je czynami. Z jednej strony to proste i zrozumiałe dla dorosłego, a z drugiej – gdy dochodzi do takiej sytuacji, ciężko nad sobą zapanować i zachować spokój.

Sposoby na dwulatka

Wiem z doświadczenia, że najgorszą metodą jest krzyk. Dziecko krzyczy, a ja krzyczę razem z nim. To się nigdy nie sprawdza (choć przyznaję, że czasem po prostu nie da się nie krzyczeć) . Serio. Przetestowałam i wiem, że jedyną rzeczą, która może pomóc przy histerii jest spokój. I cierpliwość (dobre sobie, ale jak ją wypracować???).

UWAGA: Zbieram materiał do kolejnego posta z wskazówkami, dzięki którym można spróbować, co dobrze działa na nas i nasze dziecko (celowo nie piszę o wskazówkach, które zawsze zadziałają, bo każdy dzieciak i rodzic jest inny) w tym trudnym, ale przecież pięknym dla rozwoju naszych pociech okresie.

Zapomniałabym o najważniejszym. Jest metoda, która sprawdza się w 95 % przypadków. Gadzina wpadła w szał, bo chce czekoladkę albo nożyczki? Krzyczy, rzuca zabawkami, a Ty…? Podchodzisz, przytulasz, głaskasz po twarzy i dopiero tłumaczysz, że czekoladki nie ma, ale pojedziecie jutro (może zapomni! Chyba, że jest pamiętliwe, to nie podawaj konkretów) do sklepu i kupicie. Wyjaśnienie danej sytuacji/Twojego postępowania dziecku jest możliwe tylko, gdy Ciebie słucha. W szale i amoku to niewykonalne. Ale za to w ciepłych i milutkich objęciach łatwiej zaakceptować wiele, nawet niewygodnych faktów.

Na nas dużych przecież też to działa. Dlatego apel na koniec: przytulajmy się! 🙂

PS Kiedy w google zaczęłam wpisywać hasło bunt +latka, pojawiły się odpowiednio końcówki:

 

Wynika z tego, że ten mityczny bunt się kończy dopiero w okolicach 10 roku życia (według wyszukiwań w google najrzadziej występuje w wieku 9 lat). A potem zaczyna się prawdziwy i trwa długo długo. U niektórych nawet całe życie ;).

Agata


Zerknij także do naszych innych tekstów:

Jak przygotować dziecko do żłobka? 7 praktycznych wskazówek

Adaptacja w żłobku: jak przeżyć pierwsze dni bez dziecka?

Mama wraca do pracy. Czego nie mówić pracującej mamie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *