9 mniej istotnych zmian, które dostrzegam, odkąd zostałam mamą

Ponoć narodziny dziecka całkowicie zmieniają życie, a niektórzy nawet porównują je rewolucji. Trochę tak jest – u jednych bardziej, u innych mniej. Ja w tym swoim kilkumiesięcznym macierzyństwie obok tych dużych zmian dostrzegam też kilka drobnych, które towarzyszą mi na co dzień. Sprawdź, o jakie zmiany chodzi.

Błyszczą mi oczy

Na widok jedzenia, a szczególnie słodyczy. O ile w czasie ciąży starałam się jeść dla dwojga, a nie za dwoje, o tyle teraz nadrabiam z nawiązką. Zganiam wszystko na karmienie piersią i zwiększone zapotrzebowanie kaloryczne, jednak mój wilczy apetyt jest naprawdę zdumiewający. Dobrze, że od początku dałam sobie spokój z tzw. dietą matki karmiącej, bo przecież te wszystkie ciasta i ciasteczka, które pojawiały się u nas wraz z odwiedzinami gości, nie mogłyby się tak po prostu zmarnować.

Zamieniłam „ja” na „my”

„Teraz idziemy spać”, „Jeszcze tylko przebierzemy pieluchę”, „Zaraz zrobimy obiad” – odkąd zostałam mamą zaczęłam mówić o każdej czynności w liczbie mnogiej. I choć staram się nad tym panować, trudno całkowicie wyzbyć się tego nawyku. Co rusz się na tym łapię. Gdzie się podziała liczba pojedyncza?! Na szczęście lepiej idzie mi panowanie nad tym, by do męża nie mówić „tata”, choć czasami też się to zdarza. W końcu dziecko jest punktem odniesienia, więc tekst „Teraz zajmie się tobą tata” sam ciśnie się na usta. Tyle pułapek!

Rzucam zaklęcia

Ponoć matki nie przeklinają, matki rzucają zaklęcia. Skoro tak, to jestem już wróżką albo czarownicą. Nie ma się czym za bardzo chwalić, ale co będę ściemniać – jeszcze nigdy nie klęło mi się tak swobodnie, jak odkąd zostałam mamą. Już nawet nie chce mi się silić na szukanie delikatniejszych określeń. Lepiej mnie nie denerwować.

Słyszę głosy

A właściwie płacz mojego dziecka i to nawet wtedy, gdy nie ma go w domu. Tak było zwłaszcza na początku, kiedy syn naprawdę dużo płakał. Pamiętam sytuację, jak zdawało mi się, że z sypialni dobiega jego płacz, po czym uświadomiłam sobie, że przecież jest na spacerze z tatą. Słyszę głosy również wtedy, gdy włączam w łazience suszarkę do włosów, a Olek śpi w pokoju. Doprawdy, schizujące doświadczenie.

Tak, zdarza mi się o tym mówić

To już ponoć jedna z oznak tzw. pieluchowego zapalenia mózgu, ale widzę, że temat dotyczy wielu osób, które zostały rodzicami. Nigdy nie sądziłam, że z taką łatwością przyjdzie mi mówienie o fizjologii, zawartości pampersów i wszelkich anomaliach i przygodach z tym związanych. Normalnie temat rzeka. Zrozumie ten, kto trylion razy w ciągu dnia przewija dziecko.

Zajęcia body ball mam na co dzień

Piłka do ćwiczeń nie służy do ćwiczeń. Służy do tego, by usypiać dziecko. Ile to razy uratowała nam noc dzięki temu, że Olek szybko zapadał w sen dzięki delikatnemu skakaniu i bujaniu. Naprawdę, piłka czyni cuda. Bardziej zdyscyplinowani mogą sobie przy okazji zrobić minitrening. Początkowo łączyłam usypianie dziecka z prostymi ćwiczeniami, ale szybko mi przeszło.

Tracę czas

Bywam tak zmęczona, że zamiast zrobić cokolwiek (np. iść spać), gapię się w ekran i przewijam fejsa, bo ruch kciukiem to jedyne na co mnie stać. Jako fanka planowania, zarządzania sobą w czasie i efektywności wszelakiej daję sobie na to całkowite przyzwolenie.

Już się nie dziwię

Kiedyś dziwiłam się i zastanawiałam, skąd te moje wszystkie dzieciate koleżanki mają czas na bycie aktywnymi w sieci, wdawanie się w dyskusje na fejsie i zostawianie komentarzy na różnych stronach. Wątpliwości rozwiały się już nawet nie przy setnym, a przy czwartym karmieniu w ciągu doby. W końcu ile można się błogo wpatrywać w tego Małego Człowieka? Podczas karmienia nadrabiam też zaległości w odpisywaniu na wiadomości i w czytaniu książek.

Doceniam drobiazgi

Zawsze byłam wyczulona na drobnostki, które pojawiają się w życiu i za które warto być wdzięcznym, ale teraz dostrzegam je jeszcze mocniej. Czasami jest to wolny kwadrans, w trakcie którego mogę wypić kawę i – oczywiście! – zjeść ciastko. Czasami dokończenie książki, choć wiele osób mówiło, że teraz nie będzie szans na takie przyjemności. Czasami drzemka syna dłuższa niż 20 min, w trakcie której mogę coś w spokoju zrobić, a czasami po prostu dzień, w którym moje dziecko miało dobry humor i udało nam się go spędzić bez dramatów. To również poranki, w których mąż, zanim wyjdzie do pracy, przejmuje wyspane i radosne dziecię, a ja mogę samotnie (!) pobyć w sypialni chociaż przez godzinę (!). I to, że jesteśmy wszyscy zdrowi, bo to faktycznie najważniejsze.

A co zmieniło się u Ciebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *