Miało być tak normalnie, naturalnie, książkowo. Rodzi się dziecko, przystawiasz je do piersi i tak sobie funkcjonujecie razem przez długie miesiące czy nawet lata. Czasami tak bywa, ale nierzadko rzeczywistość okazuje się trochę bardziej skomplikowana. Wtedy pomocne mogą być dwa elementy. Jakie?

Wiedza

U niektórych pojawia się to od razu, u innych w ogóle, mi zajęło trzy miesiące, zanim mogłam stwierdzić, że karmienie piersią jest fajne i że lubię karmić. W pierwszym i drugim miesiącu prędzej zastanawiałam się nad tym, czy uda mi się w ogóle dotrzeć do tych zalecanych przez WHO minimum sześciu miesięcy naturalnego karmienia. Niedawno te pół roku minęło i faktycznie wszystko się udało i karmię nadal. Myślę, że w moim przypadku nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie te dwa, podstawowe, wspomniane już elementy. Jednym z nich jest wiedza.

Przeczytałam różne książki na temat karmienia, wzięłam udział w wykładach, spotkaniach edukacyjnych, szkole rodzenia, sięgnęłam do wartościowych źródeł, przegadałam wiele tematów z położną. Z teorii byłam obkuta. Dopóki nie zostałam mamą, nie wiedziałam jednak, że przystawienie dziecka do piersi może mieć taką moc, że widzi się gwiazdki w oczach, palce u stóp automatycznie się zwijają, a pięść zaciska na pierwszej lepszej napotkanej rzeczy. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam podobnego bólu. Miałam jednak zakodowane w głowie, że karmienie nie powinno boleć, a skoro tak się dzieje, to trzeba coś z tym zrobić i przede wszystkim szukać fachowej pomocy. Nie czekać, nie zwlekać, szukać wsparcia. Niestety, kiedy tuż po porodzie zgłaszałam w szpitalu, że karmienie jest dla mnie bolesne, słyszałam, że to normalne i że do dwóch tygodni powinno przejść. Problem w tym, że te dwa tygodnie minęły, a ból nie znikał. Gdyby nie wsparcie położnych środowiskowych, byłoby ciężko. Ale o tym za chwilę.

Co dała mi ta wiedza zgromadzona jeszcze przed porodem? Nie pozwoliła mi zwątpić w swoje kompetencje. Znałam mechanizm laktacji, wiedziałam jak to działa, rozumiałam podstawowe potrzeby noworodka, więc nikt nie był mi w stanie wcisnąć jakiegoś kitu na temat karmienia albo że ze mną czy moim mlekiem jest coś nie tak. Mity o karmieniu piersią nadal mają się świetnie i istnieje spore prawdopodobieństwo, że się z jakimś spotkasz. Co więcej, głoszą je zarówno bliscy (choć od czasów, gdy nasze mamy i babcie karmiły, wiemy trochę więcej o laktacji), jak i nierzadko personel medyczny. Hasła typu:  „Na pewno się nie najada”, „Pewnie masz mało pokarmu”, „Może masz słaby pokarm”, „Z takimi małymi piersiami nie dasz rady” (!), „Ciągle ssie piąstki, bo głodny” potrafią skutecznie podkopać karmienie, odebrać mamie pewność siebie i podważyć jej kompetencje. Tymczasem odsłaniają one głównie niewiedzę tego, kto je głosi. Inną kwestią są problemy z karmieniem po stronie dziecka, ale wtedy warto też wiedzieć, że takie występują i jakich rozwiązań szukać.

Sama wiedza to jednak za mało. Na widok gwiazdek w oczach i na inne trudności związane z karmieniem przydaje się coś jeszcze.

Wsparcie

Dla mnie ratunkiem było to, że wiedziałam, do kogo od razu zgłosić się po pomoc i kto może mi udzielić profesjonalnego wsparcia*. Jako pierwsza z pomocą przyszła położna POZ, którą znałam już wcześniej. Podczas wizyty patronażowej** skorygowała sposób, w jaki przystawiałam Olka do piersi. Okazało się, że trzymam go za nisko, garbię się, synek za płytko łapie pierś, nie robi charakterystycznego dziubka. Położna poprawiła moją pozycję w taki sposób, że w tamtym okresie było to jedno z najmilej wspominanych przeze mnie karmień. Problem w tym, że przy setnym karmieniu w ciągu doby nie zawsze umiałam tak dobrze zadbać o pozycję. W pewnym stopniu problematyczne okazało się również to, że w jednym tygodniu szło mi całkiem nieźle i już miałam nadzieję, że wychodzimy na prostą, a w kolejnym znów było pod górkę. Przez to nie zawsze zgłaszałam, że mamy problem. Przy jednej z kolejnych wizyt położna umówiła mnie z synem do neurologopedy***, co okazało się bardzo pomocne. W międzyczasie skonsultowałam się też z moją położną, która udzieliła kilku skutecznych wskazówek.

Profesjonalne wsparcie jest niezwykle ważne i warto zorientować się już przed porodem, kto może nam go udzielić. To ważne, by wiedzieć, do kogo od razu dzwonić, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Myślę jednak, że niesamowicie ważną rolę odgrywa też wsparcie (bądź jego brak) ze strony najbliższego otoczenia. To ono może dodawać siły albo ją odbierać. Ogromną rolę mają tu do odegrania partnerzy. Mój mąż dopingował mnie dobrym słowem, podawał dziecko do karmienia w dzień i w nocy, przynosił herbatę i jedzenie, abym się posiliła w trakcie karmienia i – co dla mnie ważne – ani razu nie wspomniał, abym dała sobie ze wszystkim spokój. Bez tego byłoby dużo trudniej. Uważam też, że dobrze, jeśli facet ma jakąś wiedzę na temat karmienia, wtedy lepiej może rozumieć sytuację, a także odpierać wszystkie „dobre rady”, jeśli się pojawią.

Cudownie, jeśli mamy też przy sobie bliskie kobiety, które pomogą, zwłaszcza jeżeli same mają dobre doświadczenia związane z karmieniem. Dla mnie bardzo ważna okazała się rozmowa z kuzynką, która długo karmiła córkę, a wspomniała, że u niej problem z bolesnością minął po dwóch miesiącach. Pół żartem, pół serio uznałam, że może to u nas rodzinne i w takim razie postaram się dotrzeć do tego momentu. Dało mi to sporo otuchy. Może masz wokół siebie takie kobiety? Czasami duża pomoc płynie od kobiet zupełnie nieznanych, np. tych z różnorodnych grup na Facebooku.

Co matka, to inna historia

Wiedza jest według mnie ważna, ale niewystarczająca. Bez fachowej pomocy i wsparcia bliskich może być trudniej. Najgorzej, jeżeli mama jest w temacie karmienia pozostawiona sama sobie. Niestety, dostęp do profesjonalnego, wartościowego wsparcia nie zawsze i wszędzie jest łatwy, ale warto się zorientować już wcześniej, gdzie możemy taką pomoc dostać. Tak na zaś.

Karmienie piersią to w końcu też temat rzeka, bardzo indywidualny i pełen różnorodnych scenariuszy. Może się okazać, że te dwa elementy zdadzą egzamin, a może być też tak, że w ogóle tego nie zrobią albo okażą się zbędne, bo wszystko zadziało się samo. Co matka, to inna historia. Czynników mających wpływ na karmienie jest wiele i dla każdej może też być istotne co innego.

A jakie były Twoje początki?


* Każda z nas ma prawo do tego, aby mieć swoją położną, która udzieli wsparcia na dowolnym etapie życia (przed ciążą, w ciąży, po porodzie, w okresie menopauzy, po operacji ginekologicznej i w każdym innym momencie). Wystarczy, że u wybranej przez siebie położnej złożysz deklarację wyboru położnej i zostanie ona przyjęta. Warto się zorientować, gdzie w Twojej okolicy jest położna, u której warto taką deklarację złożyć.

** Po porodzie przysługują nam tzw. wizyty patronażowe położnej podstawowej opieki zdrowotnej. Zwykle już w szpitalu pytają o to, czy mamy wybraną położną, która nas odwiedzi po porodzie w domu. Pierwsza wizyta powinna się odbyć do 48 godzin od czasu zgłoszenia o urodzeniu dziecka. Wizyt na ogół jest od 4 do 6 i są one refundowane przez NFZ.

*** W województwie opolskim trwa obecnie projekt Rodzimy w opolskim, w ramach którego można skorzystać z bezpłatnych wizyt u różnych specjalistów, m.in. u neurologopedy, rehabilitantki, fizjoterapeutki. Więcej na www.rodzimywopolskim.pl.

7 thoughts on “2 elementy, bez których karmienie piersią może być trudniejsze

  1. Ja odczuwałam ogromny ból podczas karmienia. Łzy w oczach i cierpienie… Przeszywający ból w nocy, nawet wtedy kiedy nie karmiłam… Zero pomocy, nikt nie wiedział dlaczego tak mam… Smarowałam, robiłam oklady, czytałam, sama próbowałam wszystkiego i przeszło po jakichś 4 miesiącach. Córka ma teraz 10 miesięcy i karmimy się dalej, jest super! 🙂
    Jestem z siebie dumna że przetrwałam 😉 (choć zachęcali- kup modyfikowane, nie męcz się)

  2. Ból przez 3 pierwsze miesiące, najpierw też niemy krzyk i gwiazdki przed oczamk przy każdym przystawianiu (czyli cały czas), potem okropny ból piersi po opróżnieniu. Nie wiem jak ja to przeszłam, my kobiety jesteśmy naprawdę fajterkami. I tak samo – myślałam, że 6msc to max co wytrzymam, teraz mamy 7 i już jest super i chcę jak najdłużej 😊 W moim przypadku wizyta u doradczyni laktacyjnej tylko pogorszyła moją wiarę we własne siły i narobiła niepotrzebnego stresu. Pomogło…zaciskanie zębów i powtarzanie jak mantre ,,to minie” 😁

    1. Przykro mi, że nie otrzymałaś wsparcia 🙁 Bardzo się jednak cieszę, że mimo wszystko Twoja historia ma tak piękne zakończenie 🙂 Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *